Archiwa tagu: opinie o oddziałach noworodkowych

Opinie

Opowiem dziś o jednej z niepisanych zasad, przez które filtruję sytuacje z jakimi często spotykam się na oddziale.

Z zasady nie dowierzam opowieściom pt.: „A mnie potraktowano tak….” *2349

To zwykle głęboko subiektywne przemyślenia. Nikt z nas słuchając drugiej osoby, nie jest
w stanie określić na ile jej opowieści o złym, czy dobrym traktowaniu są  prawdziwe.
A zazwyczaj są albo skrajnie złe, albo skrajnie fantastyczne. Podyktowane czyimiś uczuciami w danym momencie. Przestrzegam przed kierowaniem się stronniczymi opiniami innych, w decydujących dla nas sprawach.

Czyż nie lepiej zapytać  o konkrety?

Przykład?

Niezadowolona z opieki kobieta, na wszystkich forach minusuje oddział i jej pracowników.
Że nikt jej nie pomógł…sama została z dzieckiem… nie wiedziała czemu dziecko płacze… nie mogła wstać do karmienia… bolało… więcej tam rodzić nie będzie.
I to są w jakieś części na pewno fakty.

Tylko jak bliżej zapytać, jak zacząć wyciągać z niej więcej tych „faktów”,  to okazuje się, że KAŻDEGO dnia ktoś przychodził i pomagał w karmieniu. RANO przy obchodzie neonatologicznym, WIECZOREM przy położniczym, w NOCY zaglądał kiedy spała. Ale został tylko 20 min., a ona liczyła na więcej. Na panią tylko dla niej, na cały dzień. Bo jak pani poszła sobie, to przestało wychodzić to karmienie. Kazała ćwiczyć, próbować. Mądra taka. Że sama z dzieckiem. Fakt wszystkie matki same… ale ona liczyła, że jej zabiorą panie na noc na oddział noworodkowy dziecko, a one stwierdziły, że zrobić tego nie mogą. Nawet próbowały się tłumaczyć, że w sali 5 m na 5, stoi już 8 wózeczków dziecięcych, z dziećmi do obserwacji i tych po cięciach cesarskich. I duży inkubator z niewydolnym oddechowo i jeszcze jeden taki otwarty
z chłopcem z chorym sercem. I one nawet przejść nie mają jak, o robocie nie wspominając. Więc nie wezmą. Nawet brać nie mogą. W szczególnych przypadkach tylko. Więc wróciła na sale zrezygnowana. Zadzwoniła do męża, też jej nie rozumiał. Powiedział, że jutro pogada z nimi. Cały oddział przetrzepie. Już on ich nauczy! Ale ona chciała DZIŚ się przespać. Bo nie spała od 3 dób. Już dobę przed porodem miała bezsenną… Więc wyjęła dziecko z wózeczka przytuliła i się rozpłakała. A maluch co słodko spał, też zaczął płakać, zanosić się wręcz tym płaczem. I ona już w ogóle straciła orientację, przecież spał, jeszcze chwilę temu… podkarmiony, pielucha zmieniona, wcale jakiś nie obolały po porodzie, żółtaczki nie ma, więc czemu…? Nikt nawet nie zajrzał na ten płacz donośny dziecka. JEDNA tylko przyszła i zapytała co tak płacze? Powiedziała, że nie wie. Nie studiowała położnictwa. To ona wiedzieć powinna. Przewinięte, nakarmione, wyprzytulane jest. Więc może chore? Ta tylko się skrzywiła, poważną minę przyjęła i wzięła je
w swe biało – fartuchowe ramiona i coś mówić do dziecka zaczęła. Spokojnym głosem aż
i matka oczy szeroko otworzyła, bo dziecko płakać w mig przestało. Potem ona powiedziała, że to z matki nerwów tak płakało, z niewyschniętych jeszcze łez. Że odczuwa na tym etapie emocje, takie same jak matka. Kazała zaparzyć sobie melisy. Co za tupet! Sugerowała nawet „baby blues”, czy inną depresję poporodową. I poszła sobie. A ona za dwie godz. znów musi karmić,
a tak boli ją wszystko. BYŁA taka jedna co prawda z lekiem PRZECIWBÓLOWYM. Żeby wziąć, bo to szczególny czas i trzeba sobie jakoś pomóc. By móc sprostać opiece nad dzieckiem. Ale ona żadnych leków nie będzie brała! Wcześniej nie brała, tylko dietą się ratowała to i teraz da sobie radę. Tylko mógłby ten ból nie być tak dotkliwy i ta noc taka bardziej przespana. I szpital inny. Nigdy więcej państwowy. A taki dobry miał być. Kliniczny. Następnym razem wykupi prywatny pakiet. Za 6 tys.I będzie miała swoją panią. Od wszystkiego. I będzie spać w nocy. Teraz lekarz nawet jej sugerował, że można taką pomoc wykupić, szpital ma w swojej ofercie. Tak jak do porodu, tylko do dziecka. Ale jak to? Ona ma płacić za to co jej się należy? Niedoczekanie. Od tego tu są. Te „panie”. Te położne. Ona w każdym razie nie poleca tego szpitala.

I dalej może taki tekst na forum, do przyjaciół, na ulicy: …oddział sam w sobie ładny, sale odświeżone, nie za małe, kolory przyjemne. Sam poród wspaniale przebiegł, pani wykupiona do porodu radę dała. O dziwo to ona wszystko robiła. Nie lekarz. Ten się pojawił na 1 minutę 20 sekund by pogratulować. Ale potem to już koszmar. Nikt się nie interesował. A najgorsze były te
z noworodków. Te laktacyjne.

nikt jej nie pomógł…sama została z dzieckiem… nie wiedziała czemu dziecko płacze… nie mogła wstać do karmienia…bolało… więcej tam rodzić nie będzie…

 

* nie dowierzam nie tylko w odniesieniu do swojej pracy. Wiem, że w innych miejscach wygląda to podobnie.