Archiwa tagu: kolejkowa rewolucja

images (1)as

Raz jeszcze o kolejkowej rewolucji

images (1)as

Aż takiego odzewu na swój wpis się nie spodziewałam. Szkoda, że tylko odzewu od kobiet kiwających głową ze zrozumieniem i przytaczających swoje własne historie, na w pół z ludźmi do ciężarnych (tylko ich czy również całego świata – tego nie wiem) bardzo negatywnie nastawionych.

Wszystkie komentarze były widoczne w dniu ich wpisu. Obraźliwe szybko wylądowały w koszu. Nie po to tworzę blog dla ciężarnych i nie zgadzam się na taką formę dyskusji.

Ale uświadomiłam sobie czytając je, jak wiele jeszcze przed niektórymi życiowych lekcji.

Ci co zarzucali ciężarnym, że „chciały to mają” (innych kolokwializmów wolałabym nie przytaczać), to Ci sami którzy krytykują także pracę innych. Nie dostrzegając ile w nich samych niedoskonałości.

Naturalną rzeczą powinna być życzliwość, a jeśli nie ona, to choć podstawy kultury osobistej. Wróćmy do podstaw – poczytajmy chociażby Jana Kamyczka – „Grzeczność na co dzień”.

Mnie wychowano w taki sposób, że staram się zwracać uwagę na innych. Mam odwagę poprosić młodą dziewczynę, chłopaka czy mężczyznę, aby ustąpili miejsca staruszce, gdy nikt nie reaguje na jej widok. Kiedy widzę bladą dziewczynę stojącą w tłoku, proponuję jej swoje miejsce bo wiem, co to znaczy mieć chorobę lokomocyjną, czy czuć się słabo. Nawet jeśli przepraszam za wyrażenie: „piła pół nocy,” nigdy nie mogę mieć co do tego pewności. Przytrzymuję drzwi, pomagam kobietom z wózkiem. Jeśli ktoś ma 1 rzecz w koszyku a ja cały – przepuszczam go. Nie jest to dla mnie jakieś wyrzeczenie. A naprawdę miło jest zobaczyć czyjś zaskoczony uśmiech.
Sama takie gesty przyjmuję z wdzięcznością i uśmiechem, choć nie oczekuję ich na co dzień.

Wyjątkiem jest moja ciąża. Nie tylko moja.
Czas uwagi i troski. Chronienia brzuszka. I wiecie co? Tak, liczę na specjalne traktowanie. Liczę na uśmiechy. Na miłe rozmowy z nieznajomymi. Nie na pokłony i wielbienie – choć przyznam, nie miałabym nic przeciwko. I nie będę się nikomu tłumaczyć DLACZEGO robię zakupy
w supermarkecie w ciąży, jadę do lekarza tramwajem a nie taksówką, nie prowadzę samochodu,
a także czy zaszłam w ciążę wg. planu czy spontanicznie.

Gros ludzi narzeka na to, że sami muszą pracować podczas kiedy my ciężarne, za ICH pieniądze odpoczywamy. Jakie to niedorzeczne. I nie do końca prawdziwe, bo przecież wiele kobiet w ciąży jest aktywnych zawodowo, nawet nie z musu lecz wyboru. Ja swoją porzuciłam kiedy oddział przywitała (powracająca ostatnio dość często) gruźlica.

Niektórzy zarzucają mi, że (odnosząc się do wpisu: „Kolejkowo”) nie poprosiłam pana z komórką o ustąpienie miejsca. Wówczas problem by nie istniał. I, że przecież pan z pewnością był zaczytany, a może chory, a ja „sapiąc” nad nim sprawiałam mu jedynie dyskomfort.
Otóż nie wydawał się chory. Za to zaaferowany grą na pewno. Kiedy weszłam do tramwaju popatrzył na mnie i od razu spuścił głowę. Widziałam, że się waha więc dałam mu szansę. Pomyślałam sobie, że to tylko kilka przystanków, więc ostatecznie dam radę. Nie chciałam na siłę tego miejsca. Ale maszynista przekonał mnie, że płynna jazda nie jest jego mocną stroną. Trzęsło, huśtało i podrzucało więc stąd prezentacja brzuszka coraz niżej – nie z samego zamysłu.

Inni pytają ile lat ma moja mama? Bo wg. nich nieprawdą jest aby kiedyś było inaczej. Otóż nie wiem czy prawdą czy nieprawdą, fakt, że takie ma wspomnienia po urodzeniu dwóch córek, karzą mi jej wierzyć na słowo.

„Ciążowych” historii jest wiele. Przeszłam nad nimi do porządku dziennego. Nie roztkliwiam się. ale to nie znaczy, że nie istnieją. O jednej jeszcze opowiem.

Supermarket. Uprzywilejowana kasa. Mam jedną rzecz w koszyku.  Staję na końcu kolejki, nie ma mowy żeby przecisnąć się do kasjerki, krzyczeć nie zamierzam. Przede mną dziewczyna
w moim wieku (a więc w okolicach 30), przed nią pan o kulach (któremu to miejsce należy się jeszcze bardziej niż mnie), przed nim kilka zwyczajnych osób. Zwracam się do pani przede mną, czy jest świadoma, że to kolejka dla ciężarnych i osób niepełnosprawnych. Nie kryje zdziwienia. Nie zauważyła. No ma prawo, ale… stoi dalej nie reagując. Pytam, czy mogłaby mnie w takim razie przepuścić. Spogląda w dół mojego koszyka.
- „No skoro ma pani tylko jedną rzecz…” – odpowiada i niechętnie robi mi miejsce.
Zastanawiam się jakby tu jej objaśnić – bo może nie wie, że nawet gdybym miała cały wielki wózek (tak jak ona) i tak zobowiązana jest do przepuszczenia mnie. Ale daruję sobie te wywody.
- Dziękuję, być może kiedyś ja będę mogła panią przepuścić – mówię tylko uśmiechem.

krew

Kolejkowo

krew

Kilka dni temu na fb, dopadła mnie inicjatywa – Kolejkowej Rewolucji.
Ktoś miał naprawdę fajny pomysł i bardzo potrzebny.  Od razu posypały się słowa uznania
i wsparcia nie tylko od kobiet ciężarnych ale i tych które mamami już były, lecz wciąż pamiętały jak je traktowano podczas ciąży.

A ja?
Jazda autobusem, tramwajem, metrem zawsze wiązała się dla mnie ze sporym stresem.
W pierwszych tygodniach ciąży, bo było mi słabo i obawiałam się, że upadnę. W kolejnych duszno i po prostu już ciężko. Jednak bardzo rzadko, ktoś reagował na mój brzuszek. Jeśli takie sytuacje się zdarzały, zazwyczaj były to panie w wieku mojej mamy – a więc 50+. Nigdy mężczyźni czy młode kobiety. Początkowo traktowałam to nawet jako komplement – skoro
w 7-8 miesiącu, „nie było widać”, że jestem w ciąży. W 9 miesiącu zrozumiałam, że to nie „brak widoczności brzuszka”, czy moja „dobra” figura, ale zwykła ludzka nieuprzejmość, jest przyczyną tego, że nikt mi nie proponuje wolnego miejsca. Zaczęłam więc prosić o jego ustąpienie. Najpierw bardzo nieśmiało, dziękując wylewnie „łaskawcy”, potem już grzeczne acz bardziej stanowczo. Nieustanie dziwiło mnie, że nie ma miejsc w środkach komunikacji przeznaczonych dla kobiet w ciąży. Oczywiście w małych sklepikach, poczcie, banku, w szpitalnej kolejce do rejestracji a nawet aptece, nikt nigdy nie wywołał mnie z kolejki i nie proponował obsłużenia przed innymi. Jedynie doskonale zaopatrzony osiedlowy warzywniak, prowadził politykę przyjazną ciężarnym i takie panie były obsługiwane poza kolejnością.
Inna sprawą były supermarkety, które posiadały „kasy pierwszeństwa” dla kobiet w ciąży
i inwalidów. Cóż z tego, skoro większość ludzi udawała, że nie widzi oznaczenia i z premedytacją zajmowała miejsce w kolejce.  Aby skorzystać z możliwości obsłużenia, musiałam z brzuchem
i zakupami przepchnąć się na początek kolejki.
Również będąc z mężem czy partnerem mam prawo (razem z nim właśnie) skorzystać z takiej kolejki. Nie usiądę na ławce i nie będę czekać na jego powrót.

Pewnego razu będąc w 8 miesiącu ciąży i ciesząc się już sporym brzuszkiem, zajęłam miejsce
w tramwaju tuż przed młodym panem usilnie wpatrzonym w swoją komórkę. Wszystkie pozostałe zajęte były przez starsze osoby. Trzęsło i szarpało jak w wesołym miasteczku, więc już zbierałam się aby poprosić o ustąpienie miejsca. Po cichu licząc jednak, że pan sam się zreflektuje. Jednak on coraz niżej wpatrywał się w swój telefon, podczas kiedy ja coraz niżej prezentowałam mu oblicze swojego brzucha. Bezskutecznie. Sromotnie przegrałam tę nierówną walkę i więcej nie testowałam swojej i czyjejś wytrzymałości.

Tak bym chciała aby młodzi ludzie, zwłaszcza panowie, dostrzegali ciężarne i z uśmiechem odstępowali im swoje miejsca. Bo to naprawdę nie tylko wyraz szacunku i podstaw kultury osobistej ale i bardzo męskie zachowanie.
Również partnerzy pań w ciąż, powinni mieć odwagę zwrócić się o miejsce dla swojej partnerki. Nie wystarczy, że przytrzymają ją w pasie… Urazy w komunkacji miejskiej nie są taką znów rzadkością. Bardzo łatwo o utratę równowagi, omdlenie czy inny uraz.

Moja mama zawsze oburza się na te historie, twierdząc, że w jej czasach było to nie do pomyślenia. Co więc się stało, że czasy obecne są tak mało łaskawe dla ciężarnych?