Archiwa kategorii: Praca położnej

z16466384Q,W-szpitalu-dziecko-znajduje-sie-pod-kompleksowa-op

Wcześniak – ogólne problemy pourodzeniowe


Ostatni trymestr ciąży wiąże się u płodu ze zmianami przystosowawczymi. Zwiększa się ilość tkanki tłuszczowej, dojrzewają płuca, płód gromadzi wszelakie zapasy nie tylko energetyczne, lecz także mineralne czy odpornościowe. Wszystko to ma pomóc dziecku w jak najlepszym przejściu z życia płodowego do życia pozamacicznego.
Noworodek adoptuje wszystkie swoje układy. Uczy się też  termoregulacji. Takiej szansy nie mają dzieci przedwcześnie urodzone.

Wcześniak:

Wcześniak to dziecko z ciąży trwającej od 23 tygodni do 37 tygodni.

z16466384Q,W-szpitalu-dziecko-znajduje-sie-pod-kompleksowa-op

Skala Apgar a ocena wcześniaka:

Ocena noworodka w skali Apgar nie ma wielkiego sensu, ponieważ poszczególne parametry oceniane w tej skali zależne są od wieku ciążowego. Większe rozpoznanie co do stanu dziecka daje gazometria krwi pępowinowej, która ocenia niedotlenienie i żywotność noworodka. Interesującym nas parametrem jest wartość pH krwi tętnic pępowinowych (prawidłowy zakres to 7,20 do 7,38)

Charakterystyka:

Wcześniaki zazwyczaj w momencie narodzin wykazują liczne cechy niedojrzałości tj.:

♦ obniżone napięcie mięśniowe (wyprostowane kończyny górne i dolne),
♦ skóra o intensywnie czerwonym zabarwieniu (silnie pokryta mazią płodową i meszkiem)
♦ mała aktywność ruchowa,
♦ cichy płacz,
♦ słaby odruch ssania (nieskoordynowany z odruchem połykania i oddychaniem),
♦ niedojrzałość poszczególnych układów.

Trudności adaptacyjne są zależne od stopnia niedojrzałości noworodka.

Trudności, które często dotyczą wcześniaków:

→ Problemy związane z termoregulacją

Z racji, że dzieci przedwcześnie urodzone, mają małą ilość tkanki tłuszczowej, dochodzi do wzmożonej utraty ciepła. Zadaniem personelu sprawującego opiekę jest zadbanie
o niedopuszczenie do wyziębiania się noworodka. Stres z zimna może bowiem powodować skurcze naczyń, kwasicę metaboliczną, niskie poziomy glukozy.

Czy wiecie, że nowoczesne inkubatory dostosowują temperaturę do temperatury ciała dziecka? Jednak to personel czuwa nad poprawnością tych operacji. Temperatura urządzenia powinna być bowiem dostosowana do masy ciała, doby życia dziecka i jego ogólnego stanu.

→ Zaburzenia oddychania

Zwykle jeszcze na sali porodowej wcześniaki, objawiają trudności z podjęciem właściwego oddychania. Mogą wymagać resuscytacji i wsparcia oddechowego, zwłaszcza te przed 32 t.c. Przyczyną tej trudności jest niedobór surfaktantu, czyli specjalnych substancji, które odpowiadają za napowietrzenie pęcherzyków płucnych. Tak istotne jest więc postępowanie profilaktyczne, kiedy podejrzewa się matkę o możliwość porodu przedwczesnego.
Personel obserwuje pracę serca noworodka, oddech, zaciąganie przestrzeni międzyżebrowych,”wachlowanie” skrzydełek nosa, stękanie wydechowe, bezdechy, sinicę.

Czy wiecie, że nawet jeśli wasze dziecko nie jest wcześniakiem lub urodziło się w stanie dobrym pozwalającym na przebywanie wraz z matką, należy zwrócić się do personelu jeśli zauważymy
u dziecka powtarzające się postękiwanie – mogą być to bowiem rozpoczynające się problemy
z oddychaniem, związane choćby z oziębieniem. Personel może uznać za stosowne zabranie noworodka na salę obserwacyjną w celu obserwacji i ogrzania.

→ Bezdech

Bezdech to sytuacja, gdy przerwy w oddychaniu trwają krócej niż 20 sekund. Bywają spowodowane zaburzeniami związanymi z poszczególnymi układami, nie tylko oddechowego. Bywają też przyczyny neurologiczne czy idiopatyczne – czyli o nieznanym lu niejasnym podłożu.
Tu istotne są szybkie reakcje personelu zapobiegające wystąpieniu niedotlenienia
i niedokrwienia.

Często rodzicom wcześniaków, którzy zabierają dziecko do domu, proponuje się zakup specjalnej podkładki pod materac – zwanej „monitorem oddechu”. W niektórych szpitalach istnieje możliwość wypożyczenia urządzenia.

→ Zaburzenia metaboliczne

Noworodki urodzone przedwcześnie, mają niedojrzałą wątrobę. Często występują u nich spadki poziomów glukozy czyli hipoglikemia  (wartość glukozy poniżej 40 mg). Obserwowane są także zaburzenia stężenia poszczególnych pierwiastków (magnez, sód, potas).

Niedojrzałość wątroby u wcześniaków objawia się również trudnością do usuwania bilirubiny, co z kolei nasila żółtaczkę noworodkową.

→ Niedojrzałość układu nerwowego

Powiązane jest bezpośrednio z innymi układami. Objawia się: obniżonym napięciem mięśniowym, małą aktywnością ruchową, wolną perystaltyką jelit itp. Noworodek taki może mieć problemy zarówno z krwawieniami jak i niedokrwistością.

Aby zminimalizować krwawienia z niedoborów wit. K,  u wcześniaków tuż po urodzeniu podaje się drogą dożylną, odpowiednie do masy ciała wartości witaminy.

→ Problemy związane z układem pokarmowym

Dzieci urodzone przed 34 t.c często manifestują zaburzenia ssania i połykania. Często miewają wzdęcia, gorzej  trawią i wchłaniają tłuszcze i witaminy w nich rozpuszczalne.

Na oddziale mogą być karmione przez sondę (zgłębnik).

Czy wiecie, że choć u noworodków donoszonych, które mają być karmione piersią nie należy podawać smoczków, wcześniakom, karmionym przez sondę, warto zaproponować takie ćwiczenie? Korzystnie wpływa ono nie tylko na odruch ssania ale i lepsze przyswajanie pokarmu.

Pamiętajmy, że każda ilość mleka matki podana wcześniakowi wpływa korzystnie na jego dalszy rozwój.

→ Zaburzenia immunologiczne

Wcześniaki mają problemy ze zwalczaniem infekcji, związane jest to z małymi możliwościami produkcji przeciwciał.

Stres i ból u noworodka

To trudny temat – rzadko poruszany, nie dlatego, że może stworzyć poczucie woman-baby-headzaniepokojenia u rodziców, lecz z powodu wciąż niewielkiej ilości badań na ten temat…

Dawniej sądzono, że noworodek nie odczuwa bólu
z powodu braku całkowitej mielinizacji włókien nerwowych (która trwa do 2 roku życia). W miarę postępu badań stwierdzono, że opóźnia to jedynie przewodzenie bodźców w układzie nerwowym.

Poród jest więc dla dziecka ciężką drogą do pokonania
i wymaga od niego również dużego nakładu pracy, sił oraz pokonania sporego stresu.

Jakie doznania towarzyszą noworodkowi podczas porodu?

Zaczyna się od oplatających ciałko dziecka skurczów, które wywołują w nim niezbędny do dalszej części porodu stres. Odczuwa ono także wysiłek, który pomoże mu przygotować się do życia w nowych warunkach. Dodatkowy niepokój towarzyszy dziecku w momencie urodzenia się jego główki, kiedy docierają do niego nieznane i głośne dźwięki a także intensywne światło.

Jak skurcze macicy oddziaływują na noworodka?

Skurcze to dla dziecka rodzaj intensywnego masażu, dzięki nim pobudzane są również organy wewnętrzne dziecka. Istnieją badania, które przekonują, że tak silna stymulacja czuciowa przyspiesza rozwój i doskonalenie komórek nerwowych. Nacisk najsilniej odczuwany jest przez dziecko w obrębie jego główki, która toruje sobie drogę w ciasnym kanale rodnym (pozwalają na to elastyczne ciemiączka). To dziecko decyduje kiedy rozpoczną się skurcze. Parę tyg. przed porodem jego mózg wysyła sygnał, który rozpoczyna wytwarzanie potrzebnych hormonów.
Te z kolei trafiają do łożyska i powodują kolejne zmiany tj. podatność macicy na skurcze
i późniejsze rozwieranie szyjki. Jeśli poród rozpocznie się z przyczyn niefizjologicznych, organizm noworodka nie ma ku temu żadnego przygotowania. Skurcze przepowiadające są dla matki zazwyczaj mało bolesne. Odczuwa je także noworodek, co ułatwia mu późnej zaakceptowanie skurczów porodowych jako czegoś znajomego. Pierwsze skurcze porodowe sprowadzają noworodka do kanału, kolejne ułatwiają parcie główki na szyjkę macicy, a w konsekwencji wtaczanie jej do pochwy. Podczas skurczu chwilowo zmniejsza się ilość ilość krwi krążącej
w łożysku i pępowinie, co powoduje krótkotrwałe niedotlenienie noworodka,  (dlatego tak ważne jest umiejętne oddychanie podczas skurczów). Dziecko radzi sobie i z taką sytuacją.

Jak noworodek reaguje na ból matki?

Kiedy matka odczuwa doznania bólowe, dziecko reaguje na nie spłyceniem oddechu, zaczyna wytwarzać duże ilości hormonów stresu: adrenaliny i noradrenaliny, które kierują dopływ krwi do mózgu i serca (przeciwnie jak u dorosłych, kiedy hormony stresu podnoszą ciśnienie krwi
i pobudzają do aktywności). Dzięki temu procesowi dziecko chroni się przed skutkami niedotlenienia i oszczędza potrzebną mu w czasie porodu energię. Hormony te działają jeszcze ok. pół godziny po porodzie, dzięki czemu mniej narażone jest na problemy z oddychaniem. Adrenalina dająca dziecku siłę by przetrwać ten ostatni moment –  wytwarza się w momencie urodzenia jego główki.

Jak zachowuje się noworodek który odczuwa ból czy dyskomfort?

Noworodek może odczuwać dyskomfort spowodowany również takimi czynnikami jak: nadmierny i długo utrzymujący się hałas, niewygodna pozycją ciała, ostre, długotrwałe światło.

Jeśli mu to przeszkadza, może zareagować:
– pozycją odgięciową główki,
– wyprostowanymi nóżkami,
– marszczeniem czoła i brwi,
– grymasem twarzy,
– szybszą pracą serca.

Jak przeciwdziałać stresom i bólom u noworodka?

Nie dopuszczajmy do sytuacji gdy noworodek jest głodny. Głód bowiem powoduje u niego odczucia bólowe. Kojenie takiej sytuacji noszeniem czy bujaniem nie przyniesie żadnego efektu.
Kolejna rzeczą jest jakość snu dziecka. Kiedy szykujemy je do drzemki, zmniejszmy intensywność źródła światła. Dotyczy to również sytuacji nocnego karmienia. Dostosujmy światło do swoich potrzeb, pamiętając jednak by nie było zbyt jaskrawe dla dziecka.
Noworodki są wrażliwe na ostre dźwięki polecam, więc ustawienie spokojnego dzwonka telefonu, zadbanie by w pobliżu dziecka nie znajdowały się urządzenia, które swoja pracą mogłyby go wystraszyć. Przemawiajmy do dziecka zawsze łagodnym i spokojnym głosem. Kiedy nie śpi, zanim do niego podejdziemy, starajmy się najpierw delikatnym głosem zasugerować mu swoją obecność, tak aby nie dopuścić do sytuacji, w której wystraszy się naszego nagłego podejścia.
Pamiętajmy, że ciasne otulanie maluchów na o. noworodkowych ma na celu zapewnienie im poczucia bezpieczeństwa i stanu podobnego z okresu przebywania w macicy. Większość noworodków lubi mieć ograniczoną swoją osobistą przestrzeń. Nie zgodzę się z opiniami osób, które twierdzą, że kilkudniowym dzieciom należy dać dużo swobody ruchowej, a jako przykład same szczelnie obwiązują się chustami, manifestując w ten sposób niekomfortowość takiego rozwiązania, które nazywają „krępowaniem.” Nie do wszystkiego należy przykładać „dorosłą” miarę. „Szczelne otulanie”- to zdecydowanie lepsze nazewnictwo dla tego typu praktyki. Stosowane od dawna, przynosi porządane efekty: uspokaja, odstresowuje, ułatwia zasypianie, dostawienie do piersi, chroni dziecko przed zadrapaniami. Kiedy noworodek podrośnie sam zamanifestuje nam chęć przestrzeni.
Noworodki lubią ciepło ale nie przegrzanie. Sprawdzajmy temp. na karku dziecka – jeśli jest spocony zdejmijmy jedną warstwę ubranek, czy okrycia. Jeśli chłodny dołóżmy przykrycie.
Noworodki nie lubią przebierania (męczy je zmiana temperatury i wyginanie ich części ciała), więc jeśli ubranko nie jest brudne nasz noworodek nie musi codziennie czy kilkakrotnie w ciągu dnia mieć nowego. W pierwszych dniach życia noworodkom często marzną kończyny, zadbajmy więc o ciepłe nieuciskające skarpetki i rękawiczki zwane „niedrapkami”.
Ostatnia rada, to podnoszenie dziecka, tak aby zwrócone było lekko w stronę podłogi (również przy wkładaniu do wanienki) – dzięki temu będzie miało kontrolę nad swoim ciałem i mniej będzie się obawiało zmiany pozycji.

c04ac32c237e1706349f395e639170f9

„W Paryżu dzieci nie grymaszą”… a w Polsce?

c04ac32c237e1706349f395e639170f9Kolejna książka – poradnik, która wpadła mi w ręce w Empiku. Podziwiam styl Francuzek więc, choć sam kraj ( a zwłaszcza Paryż)  darzę mniejszym uwielbieniem, z ciekawości sięgnęłam i po tę pozycję.

Nie jest tak, że znam się na wszystkim. O większości rzeczy związanych z dziećmi powyżej miesiąca życia, problemami ginekologicznymi kobiet, czy choćby z samą ciążą, wiem stosunkowo sporo, lecz nie na tyle by czuć się ekspertem.

Pewna masowa propozycja, wpadła mi w ręce całkiem niedawno. Autor – dziennikarka. A więc znów mały konflikt na starcie. Bo wydaje mi się, że doradzać w kwestiach fizjologii (nawet
w oparciu o badania) nie każdy może. Ale nic to. Książka cieszy się i tak dużą popularnością.
Przeczytałam na razie kilka rozdziałów do których chcę się odnieść.

Na pierwszych stronach jest trochę faktów o różnicach w przeżywaniu ciąży pomiędzy amerykańskimi a francuskimi mamami. I tu styl amerykański, jest chyba nam Polkom zdecydowanie bliższy. A więc My i Amerykanki, przejmujemy się, dmuchamy, chuchamy
i unikamy. Podczas kiedy Francuski, dbają aby zbyt dużo nie przytyć i nie dopuszczają by stan ciąży wpłynął znacząco na jakość ich życia.

Kolejne rozdziały oprócz naniesienia różnic, dają już konkretne rady jak postępować
z maluchami by spały, jadły i zachowywały się français” .

Nakłaniają by uczyć kilkutygodniowe (a najlepiej jeszcze kilkudniowe), noworodki w oparciu
o ich obserwację – rytmu snu (?) czyli przesypiania całych nocy. I powtarzają, że nie ma to związku z karmieniem.
A gdzie zachowanie ciągłości laktacji, dbanie o właściwą wagę noworodka? O tym cisza. Przestrzegają przed natychmiastową reakcją na płacz dziecka. Tu się zgodzę tylko w jednym wypadku – sytuacji gdy noworodek zakwili przez sen. Inaczej uważam, reagować należy zawsze, a nie przeczekiwać. Zwłaszcza w nocy. Mnie to wygląda „na zimny chów” i od razu przypominają mi się niezliczone noce pełne czuwania nad świeżo urodzonymi noworodkami. Przeczekać płaczu się nie dało. Zawsze był to komunikat: „jeść,” „boli”, „mokro”, „zimno”, „przytul mnie”. Zawsze trzeba było podejść  i zadziałać. I nie co 3 godziny, nie nawet co godzinę, ale znacznie częściej. U nas nikt nie „przeczekiwał”, a przecież my nie matki, tylko zwykły personel, który już mógł mieć dość. Ale mimo wszystko reagował zawsze i odkrywał te potrzeby z dużą uwagą. Zgodzę się jednak co do jednego.
Płacz na samym początku, to cudowna oznaka sił witalnych i dobrostanu. I fakt, że noworodek przez pierwsze godziny życia głośno krzyczy, to tylko powód do radości (rozpręża też w ten sposób swoje płuca). Nie ma więc co go usilnie uciszać, lulać i koić tych żali, ale pozwolić się „wyskarżyć”. Choć oczywiście można do niego mówić, przywitać się z nim, opowiedzieć o swoim oczekiwaniu i radości z tego, że jest już na świecie.  Również kiedy maluch jest przewinięty
i najedzony ( nie tylko w naszym pobieżnym osądzie) a zaczyna kwilić między karmieniami, nie ma potrzeby od razu brać go na ręce. Ale w większości przypadków pragnie on jednak  tej bliskości.

Inną rzeczą jest medykalizacja porodu. Blisko 98% kobiet poddaje się we Francji znieczuleniu zewnątrzoponowemu (a uważa się, że w tych 2% rolę odegrało zbyt duże zaawansowanie porodowe, by bezpiecznie podać znieczulenie). Czy to wciąż poród naturalny? Poczytajcie co
o znieczuleniach mówią doświadczone położne. Jak to wpływa na przebieg porodu i stan dziecka…? Nie wiem skąd badania, że żadnego wpływu nie ma. Pozycja porodowa aprobowana przez francuskich lekarzy (tu podobnie jak w większości polskich oddziałów) – leżąca.
Bo rzekomo łatwiej w razie powikłań o skuteczne działanie. Kolejna dla mnie niezrozumiała rzecz.

Za to podobają mi się francuskie pomysły na „otwieranie oczu” dzieciom, czyli uwrażliwianie ich na różne bodźce, tak aby czerpały z tego radość i uczyły się otaczającego je świata. Nie są skomplikowane, wystarczy bowiem dziecko nauczyć obserwacji chociażby chmur… wdychania zapachu obiadu… słuchania śpiewu ptaków. Buduje się w ten sposób od pierwszych miesięcy motywację dziecka do życia, której uczy się na zawsze.

I ta „nieprzymusowość” również pozyskała moją aprobatę. Przyznam, że sama uległam pokusie książeczek dla noworodków i już myślę o zajęciach pływania dla kilkumiesięcznych maluchów. Lecz uświadomiłam sobie, że to wszystko ma sens tylko wtedy, jeśli chcę dziecko oswoić
z takimi bodźcami a nie nakierunkować na odnoszenie sukcesów.

Fantastycznie, że książka zwraca uwagę na „ludzkie” traktowanie noworodków. Czyli mówienie do nich tak jakby rozumiały nasze słowa. Opisywanie im otaczającej rzeczywistości, informowanie o tym co za chwilę będziemy robić np. „teraz zmienię Ci pieluszkę” i wreszcie mówienie do dziecka po to aby rozpoznać jego potrzeby.
Wielokrotnie uspokajałam noworodki  na swoich rękach czy podchodząc do wózeczka – tylko samym swoim głosem. Cierpliwie i powoli do nich przemawiając, patrząc im w oczy. Mamy twierdziły, że potrafię „zaczarować” dziecko.
A ja jedynie robiłam to co podpowiadał mi instynkt. Nie miałam pojęcia jak terapeutyczne
i rozwojowe jest to zachowanie a także, że ktoś już o tym pisał.
Zachęcam więc do kontaktu ze swoimi maluchami od pierwszych chwil. Do pokazywania mu świata, tłumaczenia tego w czym za chwilę będzie miało swój udział.
Kiedy moja mała przyjdzie na świat, chcę jej wszystkich z mojej pracy przedstawić. Chcę się przywitać z nią i powiedzieć jej, że choć jakiś czas czekaliśmy na chłopca, witamy ją z wielkim szczęściem i radością. A kiedy przyjedziemy do domu oprowadzę ją po naszym mieszkanku jak największego Gościa :) DSC_0777

a3c5a8758561d81ad1cdd7e74dc7a669

Mama, która nie karmi piersią…

Mama, która nie karmi piersią, nie musi zostawać z tym sama!

a3c5a8758561d81ad1cdd7e74dc7a669

Jako średni personel medyczny – jak jesteśmy często nazywani, mamy za zadanie promować karmienie piersią, zwłaszcza będąc pracownikami takich oddziałów jak: noworodkowy, położniczy czy sala porodowa. Na co dzień nie przynosi nam to trudności, gdyż doskonale znamy korzyści z takiego postępowania. Obserwujemy wcześniaki, którym krople tego cennego „eliksiru” zwracają zdrowie a nieraz i życie. Dostrzegamy jak budują się więzi i trwałe relacje pomiędzy matką
a dzieckiem. Spostrzegamy jak rośnie zainteresowanie
i podziw dla kobiety, która karmi w ten sposób w oczach jej męża czy partnera. Kiedy i on stara się mieć swój udział w tych magicznych, przepełnionych jednak wyrzeczeniami chwilach. Nie ukryją się przed nami również zazdrosne spojrzenia mam, którym jeszcze nie wychodzi to, tak jak powinno…

Ale oprócz tych wszystkich niewątpliwych zalet, widzimy kiedy dla kobiety jest to ciężarem, którego nie chce nieść. Wiemy to już praktycznie od pierwszej rozmowy. I kiedy słyszymy niepewne: „spróbuję – jeśli się uda, to będę karmić”. To wiemy, że w 50% spełznie to jednak na niczym.

W karmieniu piersią nie ma czasu na niepewność, wahanie, pozostaje tylko garść sił na początek, które motywują do zwiększonej pracy. Nie ma tu miejsca na „udawanie się”, bo zwykle początki są trudne. Nie ma miejsca na porównywanie, do mamy, siostry czy przyjaciółki, bo każda z tych kobiet rozpoczynała swoją przygodę z innym nastawieniem, zakresem możliwości, czasem.
Jest tu tylko moment na pracę, na próby, na pytania i szukanie na nie odpowiedzi. I na pewność, że –  ”dam radę, choć będzie ciężko”! Takie założenie z góry przygotowuje nas na wysiłek i nie pozwala ulegać zbytnio złudzeniom. Gdy okaże się on przyjemnością, to wspaniale.

Droga Mamo,

jeśli jednak gdzieś w środku Ciebie tli się PEWNOŚĆ, że nie chcesz karmić naturalnie, personel zawsze powinien to uszanować. I uwierz, że w większości tak właśnie jest. Szanujemy Wasze zdania i wybory. I jesteśmy wdzięczni, że przychodzicie z tym do nas od razu, abyśmy mogli poświęcić więcej czasu komuś innemu.

Nie mają sensu teksty w stylu: „będę karmić jak wrócę do domu”. Założę się, że nie będziesz.
I nie jest to groźba. Piersi, które nie dostaną w ciągu kilku, kilkunastu dni – stymulacji, oraz noworodek, który rozpocznie ssanie z butelki, dostatecznie w tym przeszkodzą. Chyba, że jest to tylko bezpieczna forma komunikatu: „nie będę karmić, ale nie chcę wyjść na złą matkę”. Nie wyjdziesz. Nie w naszych oczach. A innymi się nie przejmuj. Masz prawo podjąć taką właśnie decyzję. To z mlekiem przekazywane są Twoje uczucia, nie ma sensu byś przekazywała tylko te negatywne, zagryzając zęby ze złości, że robisz coś wbrew sobie.
Ojciec dziecka, czy nie daj Boże – teściowie, rodzice, nie mają prawa wywierać na Tobie żadnych gróźb, presji czy szantażu (a i takie sytuacje miewają miejsce).

Zadbaj by Twój maluch jadł pełne porcje mieszanki co 3 h (odpowiednie do danego wieku). Zaopatrz się w dobrą butelkę (poszukaj porad na oddziale, na pewno wszyscy chętnie coś podpowiedzą). Pamiętaj, że w większości oddziałów nie możesz mieć swojego mleka. Otrzymasz je u nas w trakcie całego pobytu. Zadbaj by Twój maluch nie był głodny, ale i się nie przejadał. Tul go jak najczęściej, by miał Cię tyle ile potrzebuje.

A może rozważysz karmienie butelką swoim odciągniętym pokarmem, chociaż przez jakiś czas?

Cokolwiek nie postanowisz. Uszanujemy to i podziękujemy za zaufanie i otwartość. Nie musisz zostawać z tym całkiem sama.

koliko-je-rooming-in-naporan-za-mamu-poslije-poroda-1189-469x313-20131025170624

Niejednogłośnie wśród personelu

Nasz Ordynator często prosi nas, abyśmy mówiły do pacjentek – „jednym głosem”. Podobno
w trosce o nasz autorytet. Oznacza to ni mniej ni więcej – jednomyślność wyrażanych opinii, rad, sugestii – w kontakcie z pacjentką. Nie złoszczą mnie te prośby, choć fakt faktem, ograniczają w pewien sposób naszą niezależność, burzą pewne wyobrażenie o własnym światopoglądzie i profesjonalizmie.

koliko-je-rooming-in-naporan-za-mamu-poslije-poroda-1189-469x313-20131025170624

Z czego wynikają takie prośby? A no z wielu sytuacji, nieporozumień, które przynosi nam codzienna praca na o. noworodkowym.

Tak na marginesie podkreślam, że naszym najważniejszym pacjentem zawsze jest noworodek. To w oparciu o JEGO potrzeby zwracamy się do matek z radami, przestrzegamy, uczymy, wyjaśniamy.
Na oddziale położniczym to matka stanowi podstawę opieki.
Tak być chyba nie powinno, bo gubi się wtedy priorytety. Ale tak jest, gdyż różnią nas rodzaje wykonywanych obowiązków. Bywa, że mając świadomość nierozerwalności teamu: mama – dziecko, niekiedy zostawiamy swoje obowiązki i przysiadamy koło matki, aby móc rozwiązać jej problemy. Chwilami niestety nie trafiając w sedno sprawy, bo nie mamy ciągłości opieki.
Często personel z tego oddziału przychodzi do nas z różnymi prośbami w stylu: zabranie dziecka od mamy na noc, dokarmienie, dopojenie i inne. A my albo nie możemy tego zrobić, albo wiemy, że takie postępowanie (mam tu na myśli chociażby dokarmianie) zaburzy cały proces naszej kilkudniowej pracy nad matką i maluchem. Koleżanki jednak widzą sytuacje zgoła odmiennie, skupiając się na matce, która ich zdaniem nie da już rady „przepracować” tej nocy.
I tak powstają konflikty na polu zespołowym. Nieraz naprawdę trudno dojść nam do porozumienia.

Są też konflikty na polu „personel – pacjentka”. Często identyczne jak te wymienione wyżej. Czasem tak trudno wytłumaczyć zmęczonej mamie, jak ważne jest by się nie poddawała, by nie rezygnowała z pracy, że to wszystko już niedługo zaprofituje…

Częściej jednak to pacjentki skarżą się na personel, zarzucając mu… niejednogłośność właśnie. Są zdezorientowane faktem, że każda zamiana personelu wiąże się z innymi sugestiami, radami, zasadami postępowania.

Nie wynika to ze złego przekazu raportu, nieuwagi, braku czasu, traktowania po macoszemu pacjentki. Ale z faktu, że każda z nas, ma inne spojrzenie na daną sytuację. Różnice wynikają też
z różnych doświadczeń życiowych, innych szkół, praktyk, poglądów…
Poza tym sytuacja zmienia się z godziny na godzinę. I kiedy pod koniec dyżuru zostawiamy pacjentkę z koszem rad i pewnością, że karmi właściwie, nie mamy pojęcia, że za dwie godziny sytuacja ulegnie diametralnej zmianie, bo np. pacjentka dostanie zastoju pokarmowego.

Nie da się więc być jednogłośnym. Lecz nie musi to oznaczać ciągłego konfliktu interesów
z personelem. Moja rada jest jedna, słuchajmy uważnie każdej osoby, próbujmy wdrażać różne postępowania i wybierajmy dla siebie te najlepsze. Bądźmy elastyczne, ufajmy, że każda rada podyktowana jest dbaniem o nasze dobro. Ale jeśli nie spełnia naszych oczekiwań, obok cierpliwości szukajmy także innych rozwiązań.

czytanie-wcale-nie-jest-straszne-ks1

Nie czytam…

Z niewiedzą, która może przerodzić się w głupotę trzeba walczyć.
Opinii ciąg dalszy. Tyle, że tych z gazet.
Nawet pozwolę sobie co nieco zacytować z dokładnością do linijki i słowa.

Bardzo szybko nauczyłam się na oddziale, że czasopism o macierzyństwie (jakich u nas wiele) się nie czyta.
Poradników, które sponsorują konkretne produkty (np. butelkę danej marki), 
a opowiadają np. o tym jak właściwie karmić, również.
Kiedyś czytałam.
Kiedyś czytałam by być na bieżąco z „nowinkami”. Bo dopiero zaczynałam swoją przygodę
z oddziałem noworodkowym.

Następnie, zazwyczaj w przerwach, aby trochę się „odmóżdżyć” przeglądając kolorowe obrazki.
Później już tylko, aby zweryfikować jakie informacje trafiają do naszych pacjentek.
By w końcu przestać czytać je w ogóle…

W naszym oddziale jest taki – „kącik laktacyjny”, gdzie leżą również czasopisma dla mam i ulotki różnych firm. Matki, które czekają na gotującą się wodę, czy oddciągające pokarm, chętnie po nie sięgają.
Większość artykułów tworzą ludzie z branży dziennikarskiej, nie medycznej. Niestety
z przykrością muszę stwierdzić – nie mający pojęcia o czym piszą. Niechcący, bądź
z niewiedzy wprowadzają ludzi w błąd. Powtarzają informacje przerobione po tysiąckroć. Zmieniają ich sens. Podają jako: „fakty”, „zalecenia”.
Nie ma problemu jeśli piszą o swoich odczuciach.
Gdy do tego piszą fajnym językiem – to czyta się to doskonale.
Gorzej, jeśli biorą się za rzeczy z nie swojej działki.
Biorę więc do ręki jedną z takich gazet.
A biorę, bo już na drugiej stronie widnieje sztab ekspertów współpracujących z gazetą. Jest prof. jednego z warszawskich szpitali, kilku znanych i mniej znanych doktorów z całej Polski, położna, doradca laktacyjny, dietetyk. Więc liczę wreszcie na ciekawe artykuły. Wydając mniej niż 5 zł, biegnę prawie do domu, by poczytać. By się uzbroić w wiedzę jakąś nową… i co widzę? Większość artykułów – nie podpisana! Nie wiadomo pisał specjalista czy laik!?
Strony pomiędzy artykułami polecają wózki, butelki, zabawki… Większość taka, że polecać aż strach i po prostu bez sensu, bo produkt kiepski. I nie każdy przecież wie, jak działają strony sponsorowane w czasopismach. Więc szkoda, że się niepotrzebnie zasugeruje.

Ja też Wam często coś polecam. Ale z tak z serca. Własnej „przeróbki” i doświadczenia. Nikt mi za to nie płaci. A gdyby nawet chciał płacić, to wybierałabym tylko te mądre produkty i osobiście przetestowane.

Wróćmy do tematu. W całej gazecie całe dwa (!) artykuły prawdziwych Ekspertów w swojej dziedzinie. Podpisane. Ze zdjęciem. Położna i doradca laktacyjny. A w reklamach produktów zatytułowanych „eksperci radzą” – tylko imię i nazwisko czyjeś. Kim jest ta kobieta, że doradza mi małą czarną bez kofeiny? Kim ten pan, który rekomenduje preparat do kąpieli dla niemowlaka?
I najważniejsze gdzie Ci Specjaliści – profesorzy, doktorzy? Pod czym się podpisują? Pod wszystkim? Pod niczym raczej. Więc gdzie ta współpraca? Może w następnym numerze?
Jednak nie zaryzykuję i nie wydam już, mniej niż 5 zł. Kupię sobie w zamian za to – 2 grahamki i kefir albo maślankę. Z pożytkiem dla siebie i dziecka.
Czy nie lepiej sięgnąć po mądrą książkę? Która w dodatku będzie zdobić nasze półki? Do której zawsze można będzie wrócić?

czytanie-wcale-nie-jest-straszne-ks1

Jedna z redakcji popularnej gazety dla mam, stworzyła stronę z opiniami. Takie forum czytelniczek.
I czytam tam, taki tekst właśnie (cytuję co do słowa):

 ”Chcę przywitać dziecko”.
„Byłam przekonana, że po porodzie dziecko będzie leżeć na moich piersiach, będę mogła delektować się tym czasem razem z nim… Urodziłam – chwila przywitania trwała może minutkę… i zabrali syna na badania, widziałam jak leżał pod lampą. Dopiero  4 – 5 godzin po porodzie podali mi go do karmienia, pięknie od razu złapał pierś głodny bliskości, którą utracił… Teraz mądrzejsza o to doświadczenie nie pozwolę na rozłakę! Rozumiem, że procedury, badania, ale dziecku nalezy się odstresowanie. Kontakt skóra do skóry minimum godzinę! Będę tego żądała przy kolejnym dziecku”.

Jakże bym chciała, aby pani o pseudonimie „Kozaczek”, weszła na mój blog i przeczytała o tym co pragnę  jej przekazać.
Ale nawet jeśli nie, czuję się w obowiązku wyjaśnić  wszystkim którzy czytając tę opinię kiwali głowami… ze zrozumieniem.
Każda mama ma prawo tak przywitać jak i pożegnać swoje dziecko. Ma prawo. Ale nie może zapominać o rzeczy jeszcze ważniejszej niż moment przywitania. Niż wzięcie w ramiona. Położenie na piersi. Niż „odstresowanie.” *
Musi pamiętać o DOBRU dziecka. Nie tym podyktowanym przytuleniem. Ale tym wynikającym ze STANU w jakim się urodziło.
Położna, neonatolog,  którzy czuwają od czasu wydobycia malucha na świat, tuż przy nogach mamy. Widzą ten stan od razu. Widzą i rozpoznają. Dziecko może głośno płakać, ale one już zauważyły, że sinieje. Może być różowe, ale zamiast płakać cicho „postękuje” – czego nie słyszy szczęśliwa matka. Może być wszystko ok i 10 pkt przyznane w pierwszej minucie. Ale ułożone pod promiennikiem ciepła, dziecko z jakiegoś powodu „zaczyna się pogarszać”. One to wiedzą.
I wiedzą, że nie mogą go pozostawić bez obserwacji.
Drogi „Kozaczku”, nikt dla własnej przyjemności nie zabrał Twojego dziecka pod lampę grzewczą. Nie dla zlośliwości. Skoro Twoje dziecko leżało tam aż ponad 4 h. to znaczy, że coś działo się złego. Wymagającego obserwacji. Może miało tzw. „wysiłek oddechowy.” Może było zimne i wyczerpane. Zmęczone ciężkim porodem. Wymagające odśluzowania.
To cudowne, że złapało pierś od razu gdy do Ciebie trafiło. To znaczy, że jego stan już mu na to pozwolił.
Czy Twoje „groźby” oznaczają, że następnym razem, kiedy dziecko urodzi się w gorszym stanie, nie pozwolisz mu pomóc??
Kontakt skóra do skóry jest ważny! Ale NIE ZAWSZE jest priorytetem . Priorytetem jest STAN dziecka. Który może ulec zmianie z minuty na minutę. Nawet jeśli otrzymało pełne 10 pkt w każdej minucie. Priorytetem są obserwacje personelu, który za Twoje dziecko w pełni odpowiada.
I wreszcie dlaczego nie poprosiłaś o wcześniejsze otrzymanie dziecka, nie zapytałaś czym spowodowane było jego zatrzymanie? A może chodziło o Ciebie? Może straciłaś dużo krwi, może musiałaś być wyłyżeczkowana? Nikt wtedy nie da Ci w ramiona dziecka, z obawy o jego bezpieczeństwo.

Radzę pytać. Być nawet wścibskim. I więcej starać się zrozumieć…

Lubimy_e-czytac_16

* w cudzysłowie bo przecież czy noworodka, który ma 3 minuty, bardziej nie stresuje to, że mu  np. ciężko oddychać…?

Mocne słowa. Ale zachęcam do chwili refleksji.

Opinie

Opowiem dziś o jednej z niepisanych zasad, przez które filtruję sytuacje z jakimi często spotykam się na oddziale.

Z zasady nie dowierzam opowieściom pt.: „A mnie potraktowano tak….” *2349

To zwykle głęboko subiektywne przemyślenia. Nikt z nas słuchając drugiej osoby, nie jest
w stanie określić na ile jej opowieści o złym, czy dobrym traktowaniu są  prawdziwe.
A zazwyczaj są albo skrajnie złe, albo skrajnie fantastyczne. Podyktowane czyimiś uczuciami w danym momencie. Przestrzegam przed kierowaniem się stronniczymi opiniami innych, w decydujących dla nas sprawach.

Czyż nie lepiej zapytać  o konkrety?

Przykład?

Niezadowolona z opieki kobieta, na wszystkich forach minusuje oddział i jej pracowników.
Że nikt jej nie pomógł…sama została z dzieckiem… nie wiedziała czemu dziecko płacze… nie mogła wstać do karmienia… bolało… więcej tam rodzić nie będzie.
I to są w jakieś części na pewno fakty.

Tylko jak bliżej zapytać, jak zacząć wyciągać z niej więcej tych „faktów”,  to okazuje się, że KAŻDEGO dnia ktoś przychodził i pomagał w karmieniu. RANO przy obchodzie neonatologicznym, WIECZOREM przy położniczym, w NOCY zaglądał kiedy spała. Ale został tylko 20 min., a ona liczyła na więcej. Na panią tylko dla niej, na cały dzień. Bo jak pani poszła sobie, to przestało wychodzić to karmienie. Kazała ćwiczyć, próbować. Mądra taka. Że sama z dzieckiem. Fakt wszystkie matki same… ale ona liczyła, że jej zabiorą panie na noc na oddział noworodkowy dziecko, a one stwierdziły, że zrobić tego nie mogą. Nawet próbowały się tłumaczyć, że w sali 5 m na 5, stoi już 8 wózeczków dziecięcych, z dziećmi do obserwacji i tych po cięciach cesarskich. I duży inkubator z niewydolnym oddechowo i jeszcze jeden taki otwarty
z chłopcem z chorym sercem. I one nawet przejść nie mają jak, o robocie nie wspominając. Więc nie wezmą. Nawet brać nie mogą. W szczególnych przypadkach tylko. Więc wróciła na sale zrezygnowana. Zadzwoniła do męża, też jej nie rozumiał. Powiedział, że jutro pogada z nimi. Cały oddział przetrzepie. Już on ich nauczy! Ale ona chciała DZIŚ się przespać. Bo nie spała od 3 dób. Już dobę przed porodem miała bezsenną… Więc wyjęła dziecko z wózeczka przytuliła i się rozpłakała. A maluch co słodko spał, też zaczął płakać, zanosić się wręcz tym płaczem. I ona już w ogóle straciła orientację, przecież spał, jeszcze chwilę temu… podkarmiony, pielucha zmieniona, wcale jakiś nie obolały po porodzie, żółtaczki nie ma, więc czemu…? Nikt nawet nie zajrzał na ten płacz donośny dziecka. JEDNA tylko przyszła i zapytała co tak płacze? Powiedziała, że nie wie. Nie studiowała położnictwa. To ona wiedzieć powinna. Przewinięte, nakarmione, wyprzytulane jest. Więc może chore? Ta tylko się skrzywiła, poważną minę przyjęła i wzięła je
w swe biało – fartuchowe ramiona i coś mówić do dziecka zaczęła. Spokojnym głosem aż
i matka oczy szeroko otworzyła, bo dziecko płakać w mig przestało. Potem ona powiedziała, że to z matki nerwów tak płakało, z niewyschniętych jeszcze łez. Że odczuwa na tym etapie emocje, takie same jak matka. Kazała zaparzyć sobie melisy. Co za tupet! Sugerowała nawet „baby blues”, czy inną depresję poporodową. I poszła sobie. A ona za dwie godz. znów musi karmić,
a tak boli ją wszystko. BYŁA taka jedna co prawda z lekiem PRZECIWBÓLOWYM. Żeby wziąć, bo to szczególny czas i trzeba sobie jakoś pomóc. By móc sprostać opiece nad dzieckiem. Ale ona żadnych leków nie będzie brała! Wcześniej nie brała, tylko dietą się ratowała to i teraz da sobie radę. Tylko mógłby ten ból nie być tak dotkliwy i ta noc taka bardziej przespana. I szpital inny. Nigdy więcej państwowy. A taki dobry miał być. Kliniczny. Następnym razem wykupi prywatny pakiet. Za 6 tys.I będzie miała swoją panią. Od wszystkiego. I będzie spać w nocy. Teraz lekarz nawet jej sugerował, że można taką pomoc wykupić, szpital ma w swojej ofercie. Tak jak do porodu, tylko do dziecka. Ale jak to? Ona ma płacić za to co jej się należy? Niedoczekanie. Od tego tu są. Te „panie”. Te położne. Ona w każdym razie nie poleca tego szpitala.

I dalej może taki tekst na forum, do przyjaciół, na ulicy: …oddział sam w sobie ładny, sale odświeżone, nie za małe, kolory przyjemne. Sam poród wspaniale przebiegł, pani wykupiona do porodu radę dała. O dziwo to ona wszystko robiła. Nie lekarz. Ten się pojawił na 1 minutę 20 sekund by pogratulować. Ale potem to już koszmar. Nikt się nie interesował. A najgorsze były te
z noworodków. Te laktacyjne.

nikt jej nie pomógł…sama została z dzieckiem… nie wiedziała czemu dziecko płacze… nie mogła wstać do karmienia…bolało… więcej tam rodzić nie będzie…

 

* nie dowierzam nie tylko w odniesieniu do swojej pracy. Wiem, że w innych miejscach wygląda to podobnie.

mockup_polozna

„Położna. 3550 cudów narodzin”

Wpadła mi w ręce w Empiku, w dziale „Poradniki” gdzie szukałam stosownych poradników dla siebie jako przyszłego rodzica. Leżała na samym początku, albo końcu w zależności od punktu widzenia. Ostatnia. Pięknie wydana. Na zdjęciu urocza kobieta trzymająca w zadbanych dłoniach, maleństwo. Pomyślałam sobie: trzyma w nich dziewczynkę – taką jak moja przyszła córka. Maleńką. Ciemny łepek włosków. Na odwrocie książki przeczytałam kilka sympatycznych recenzji.

- Jak mogę jej nie znać? – zapytałam w myślach samą siebie.
- Powinnam przeczytać, choćby po to by móc się na jej temat wypowiedzieć – doszłam do wniosku.
I tego dnia zabrałam książkę ze sobą. Zaczęłam czytać jeszcze w autobusie. W połowie drogi straciłam orientację gdzie jestem. Wciągnęła mnie. Opisywała tak bliskie mi odczucia. Wywoływała uśmiech, zainteresowanie, wzruszenie. Wciągnęła mnie jak nigdy wcześniej żadna inna. Napisana pięknym językiem, z prostotą, lekkością. Zazdroszczę. Ale przede wszystkim wcale nie lukrowana, bardzo prawdziwa. Mądra i odkrywcza. Nie ma w niej miejsca na przesadę czy zbytnią adorację swojej osoby, jeśli już to adorację pracy położnej, a ta na to niewątpliwie zasługuje.
Cudowna – bo o mojej pracy.

W domu czytałam i czytałam, aż zastała mnie pora spania, a mój mąż zdążył w tym czasie obejrzeć dwa filmy. Masował mnie po obolałym kręgosłupie, a ja co rusz przerywałam mu film żeby podzielić się jakąś refleksją.

Dużo tych refleksji. Wspaniale było móc przeczytać opowieść także o tym jak było kiedyś. Kiedy sama się rodziłam. Wspaniale,  bo zdobywałam arsenał wiedzy ale i przerażająco.  Przeżycia kobiet  z tamtych lat bywają traumatyczne. Obchodzono się z nimi bardzo okrutnie. Niegodnie. Mogę jedynie mieć nadzieję, że nie ma już miejsc w których wygląda to wciąż podobnie.

Jedno tylko zmieniło się na gorsze – wzajemne poszanowanie wśród współpracowników. Taka zwykła koleżeńska uprzejmość. Autorka opowiada jak po swoim porodzie, sama w pierwszej kolejności przed innymi pacjentkami, została przewieziona z korytarza na salę, co wywołało ich nagłe, ale niezbyt długo trwające oburzenie. Koleżanka zareagowała szybko i dobitnie, tak aby zrozumiały, że uczyniła tak ze względu swoją ciężko pracującą na tym oddziale współpracownicę, której należy się to miejsce i pierwszeństwo. Ucięła w ten sposób sypiące się obelgi. Obecnie choć oczywiście swój oddział traktuje się jak rodzinę, poza nim nie mamy co liczyć na jakieś ulgi, dobre traktowanie czy większą dozę życzliwości.

Pamiętam oburzenie jednej z kobiet, gdy przyjęto mnie na izbę przyjęć swojego oddziału przed jej kolejnością i moje uczucia, gdy bojąc się, że jest coś nie w porządku, marzyłam by jak najszybciej znaleźć się pod opieką, a jednocześnie tak bardzo było mi wstyd, że zostałam poproszona przed nią.

 

„(…)Żałuję, że nie przeczytałam jej wcześniej „- komentuje na okładce jedna z recenzentek. Ja też żałuję.

mockup_polozna

 

200020989-001

Karmienie piersią – wprowadzenie. Zrozumieć położną

Wiele z nas planuje karmić swoją pociechę piersią. Wydawać by się mogło, że jest to jedna
z najnaturalniejszych czynności jakie możemy sobie wyobrazić.
Najpierw planujemy ciążę, z utęsknieniem czekamy na dwie różowe kreseczki… potem dbamy
o nią najlepiej jak potrafimy. Obawiamy się porodu, jednak karmienie piersią jest dla nas tematem odległym. Odłożonym na później. Sądzimy, że „jakoś to będzie” lub skorzystamy
z pomocy personelu. Często jesteśmy przekonane, że  karmienia piersią nie można nie umieć.
I zdarza się, że taka postawa nas gubi.

Karmienie piersią w Polce i na całym świecie jest niezwykle promowane. Ale zwróćmy uwagę, jak niewielki odsetek noworodków karmionych jest w ten sposób powyżej pół roku. A przecież WHO czyli Światowa Organizacja Zdrowia, podobnie jak AAP (Amerykańska Akademia Pediatrii) zalecają karmienie wyłącznie piersią przez pełne 6 miesięcy i do 2 lat z wprowadzeniem żywności dodatkowej, odpowiedniej do wieku dziecka. Co więc stoi na przeszkodzie takiemu działaniu?

Zdarza się, że pobyt w szpitalu, działa na mamy stresogennie. Ich zmęczenie, braki w śnie
i zupełnie nowa sytuacja w której się znalazły, sprawiają, że temat karmienia piersią zostaje przez nie odłożony na czas po wyjściu ze szpitala. Jest to jedna z przyczyn braku powodzenia
w karmieniu naturalnym.

Aby rozpoczęła się produkcja pokarmu (najpierw w postaci niezastąpionej siary) należy organizmowi dać bodziec do produkcji mleka jakim jest stymulacja piersi (poprzez ssanie,
a w wybranych przypadkach odciąganie laktatorem). Jeśli nie dostarczymy piersiom takiej stymulacji nie mamy co liczyć na samoistne pojawienie się pokarmu. Zaś jeśli dodatkowo zaczniemy regularnie  dokarmiać nasze dziecko mieszanką modyfikowaną, możemy spokojnie zapomnieć o rozpoczęciu karmienia piersią w domu.
Nasz noworodek przyzwyczai się do proponowanej mu butelki i na pewno nie będzie chciał wykonywać ciężkiej pracy jaką jest ssanie piersi.
Tak więc pamiętajmy, aby nie odkładać karmienia piersią na potem.

Niestety w naszej obecnej Ochronie Zdrowia (nie służbie) zbyt mała liczba personelu, działa
w tej sytuacji na niekorzyść. Ale pamiętajmy, że tak naprawdę skuteczność działań zależna jest od nas samych a w szczególności od naszych dobrych chęci i praktyki. To normalne, że jedna położna na oddziale nie będzie w stanie poświęcić nam tyle czasu i uwagi ile oczekujemy. Wynika to z jej dodatkowych obowiązków nałożonych przez szpital, jak i liczby pacjentek na danym oddziale.

O naszej pracy:

200020989-001

Położne czy pielęgniarki noworodkowe, mają w swoim harmonogramie pracy, opiekę nad noworodkiem, ale bardzo często „zrzuca się” na nie także kwestię nauki karmienia piersią, która leży w kompetencji położonych z oddziału położniczego, a przynajmniej tak być powinno.

Zajmując się noworodkiem czynnie towarzyszymy mu od samego początku czyli od momentu narodzin. Jesteśmy częścią zespołu obecnego na sali porodowej i sali cięć cesarskich. Przygotowujemy dokumentację noworodka. Za lekarzy zbieramy wywiad z pacjentką (co zdecydowanie nie powinno leżeć w naszych kompetencjach). Szykujemy dla niego stosowne rzeczy, które wykorzystamy po urodzeniu, przygotowujemy stanowisko noworodkowe,
z właściwym sprzętem, który zawsze sprawdzamy. Odbieramy noworodka po porodzie czy cięciu cesarskim, zaopatrujemy (czyli oczyszczamy, ważymy, mierzymy, ubieramy).
Wykonujemy niezbędne czynności, gdy noworodek słabo radzi sobie z adaptacją po porodzie. Codziennie kilkakrotnie w ciągu dnia pobieramy noworodkom zlecone badania. Czynnie uczestniczymy w 2 – 3  h obchodach neonatologicznych, starając się sprawdzić jak mamy radzą sobie w opiece i karmieniu swoich dzieci, podpatrujemy, sprawdzamy, wyjaśniamy, uczymy, odpowiadamy na pytania. Szczepimy noworodki, najpierw w kilku miejscach uzupełniając stosowną dokumentację. Podłączamy antybiotyki, często w różnych godzinach, przerywając inne prace. Nosimy badania do laboratorium (zostawiając oddział bez opieki), gdyż nie leży to
w kompetencjach pań salowych. Opiekujemy się noworodkami po cięciach cesarskich (karmienie, przewijanie) jak i tymi wymagającymi pozostania na sali obserwacyjnej i ciągłego naszego monitoringu.
A dodatkowo właśnie… pod naszymi drzwiami czekają mamy, które potrzebują pomocy, a my często zwyczajnie nie mamy już możliwości alby jej udzielić.

Mili Państwo, jak myślicie ile położnych/pielęgniarek jest przypisanych do takiej pracy w ciągu 12 godzin (dnia lub nocy)? Zakładając, że mówimy o niewielkim oddziale w jednym z dużych miast w  Polsce, gdzie dziennie rodzi się ok. 5 do 10  noworodków, a stan dobowy pacjentek to ok 15- 25?

Dwie. Często jedna.

To być może wyjaśnia sytuację na tyle, że jesteśmy w stanie zrozumieć, że przytłoczone pracą położne (czy położna)  nie będą / będzie na każde nasze zawołanie, lecz absolutnie nie rozwiązuje problemu i powinno być niedopuszczalne.

W wielu szpitalach, tworzy się obecnie stanowiska konsultantów laktacyjnych. Są to osoby po specjalnych certyfikowanych kursach – Doradcy Laktacyjnego, które są w stanie przekazać nam naprawdę ogrom rzetelnej wiedzy z zakresu karmienia piersią.

 

W praktyce często wygląda to tak, że konsultant przydzielony jest do pracy w godzinach porannych. W te kilka godzin stara się pomóc wszystkim pacjentkom, które mają problemy
z karmieniem. W rezultacie… wyręczając je w działaniu.
Nie chciałabym być w tym miejscu niesprawiedliwa, jestem przekonana, że nie wszyscy konsultanci stosują takie metody.
Często doprowadza to do tego, że tuż po wyjściu pani konsultant, pod stanowiskiem naszej pracy czekają mamy z kolejnymi pytaniami, gdyż upłynęło kilka godzin i sytuacja zdążyła się już zmienić. Lub co częstsze, bez pomocy konsultanta nie są w stanie same wykonywać czynności, które… za nie wykonywano.

Moja prośba i apel jest następujący: jeśli położna, pielęgniarka czy konsultant laktacyjny (nie wiem, czy właściwy jest rodzaj męski?) poświęca nam czas, starajmy się aby był naszym wsparciem ale ćwiczmy SAME pod jego okiem. Nie pozwalajmy się wyręczać. Zadajmy pytania
w stylu: „czy tak jest dobrze?”, „czy trzymam właściwie?”, „czy pobudzam dziecko do ssania
w poprawny sposób”? To jedyna droga do skutecznego karmienia. Mobilizacja, działanie, praktyka i… wiara w sukces :)