Archiwa kategorii: Karmienie piersią

alergia-niemowlat

Gotowanie dla „opornych” ;)

alergia-niemowlat

Przygotowywanie pierwszych posiłków dla niemowlaka, może sprawić nam dużo radości i być wspaniałą przygodą pod warunkiem, że … damy sobie szansę i odważymy się to robić.

Wiem z doświadczenia, że młode mamy obawiają się gotowania dla swoich maluchów. Martwią się czy będą w stanie zrobić to właściwie i bezpiecznie. Często nie mają zaufanych miejsc, by kupić dobrej jakości warzywa i mięso, gubią się w kolejności wprowadzania poszczególnych produktów do diety niemowlaka. Dlatego sięgają po ich zdaniem „bezpieczniejszy” zamiennik,
substytut jedzenia - słoiczek z gotową żywnością.

Słoiczki moim zdaniem powinny być podawane niemowlętom i małym dzieciom – tylko
w wyjątkowych sytuacjach, jak np. podróż, a najlepiej wcale. Często zawierają warzywa, owoce czy dodatki nie polecane dla danego miesiąca życia dziecka, lub w ogóle dla zdrowia dziecka,
w dodatku smakują fatalnie. Radzę spróbować. Nie polecam sugerować się oznaczeniami na słoiczkach typu: ” po 6 miesiącu”, czy o zgrozo: „od 4 miesiąca”… – gdyż często nie mają nic wspólnego z zaleceniami ekspertów żywienia dla danego miesiąca życia niemowlęcia.

Zaleca się wprowadzanie posiłków po ukończonym 6 miesiącu życia dziecka i takie oznaczenia nie są ani zgodne z prawem ani zdrowe dla naszych dzieci i wprowadzają ogólny zamęt.

Feeding of  child

Słuchajmy co mówi na temat wprowadzania pierwszych posiłków WHO. Czasy się zmieniają, zalecenia również. Nie wszystko dobre co stare i „sprawdzone”. Żołądki naszych dzieci mogą nie być gotowe na rewelacje, które nierzadko poleca nam ktoś z bliskich czy też możemy znaleźć
w słoiczkach z gotowym jedzeniem.

Nie kopiujmy w naszej kuchni dań na podstawie składu słoiczka. Kupmy raczej książkę
z przepisami dla niemowląt i małych dzieci.

Pamiętajmy, że:

nic nie będzie tak dobre dla dzieci jak świeży posiłek przygotowany w dodatku  z miłością (!) przez mamę.

Znam mamy, które gotują pyszne posiłki dla siebie i rodziny , dziecko jednak, je głównie dania ze słoiczków. Znam mamy, które gotują dla całej rodziny, a maluch zjada to co wszyscy, bez dbałości o unikanie w jego diecie soli, cukru i innych niepotrzebnych dodatków. Znam dzieci, których w wieku 12 miesięcy ulubioną przekąską  jest czekoladka: „Lindt”. Znam, też mamy, które same sporadycznie jedzą co popadnie, ale dziecku przygotowują codziennie świeże, zdrowe i urozmaicone posiłki. Sama nią niestety jestem i mam świadomość, że nie jest to również najmądrzejsza droga (odżywianie mamy, ma kolosalne znaczenie dla jej późniejszego zdrowia
i samopoczucia, zwłaszcza w okresie poporodowym i w czasie karmienia piersią, ale także dla wyrabiania prawidłowych nawyków żywieniowych u dziecka).

Gotowanie dla naszego małego Skarba, może być proste i naprawdę przyjemne musimy tylko pamiętać o kilku zasadach:

  • znajdźmy w naszej okolicy bazarek ze świeżą żywnością (nie omijając szerokim łukiem staruszków sprzedających np. mizerne marchewki, im zdrowsze warzywa tym często o mniej apetycznym wyglądzie),
  • jeśli przydarza nam się przypalić nawet wodę na herbatę, zacznijmy od zaopatrzenia się
    w książkę z przepisami dla najmniejszych,
  • zawsze miejmy w zamrażarce jakieś dania na czarną godzinę, które wcześniej sobie przygotujemy np. pulpety, zamrożoną rybę itd;
  • uwierzmy, że przygotowanie większości dań dla maluchów jest banalnie proste ( bo jest! ),
  • nie unikajmy przyprawi ziół  w diecie niemowlaka, zwłaszcza: koperku, majeranku, cynamonu, imbiru, bazylii…
  • unikajmy za to ile się da – soli i cukru,
  • nie zrażajmy się jeśli maluch więcej nabrudzi niż zje,
  • pamiętajmy, że dziecko musi poznawać wszystkie smaki, nie unikajmy więc w diecie mamy karmiącej przypraw ani warzyw zmieniających zapach i smak mleka jak np. cebula czy czosnek,
  • zadbajmy by posiłki były przygotowywane dla malucha na osobnych deskach do krojenia, osobnymi nożami itd. a także by dziecko miało swoje miseczki i odpowiednie ułatwiające samodzielnie jedzenie sztućce,
  • zakupmy prosty, łatwy w czyszczeniu, ale dobrej jakości garnek do gotowania na parze, niech również będzie garnkiem tylko dla malucha,
  • do posiłków podajmy jedynie przegotowaną wodę, najlepiej ok. 10 min przed posiłkiem lub ok. 20 min po nim.

A oto banalny przepis na pulpety z mięsem i ryżem, które maluch może jeść  np. rączką, – zgodnie z zasadami blw. To cenny posiłek bo zawiera ryż, tak polecany dzieciom słabiej przybierającym na wadze, mięso, warzywa oraz żółtko. Moja córeczka wcina je od 8 miesiąca aż do teraz…

 Pierwsze pulpety
(przepis na ok 9-10 pulpetów)

Składniki:

- pierś z indyka lub kurczaka ze sprawdzonego źródła
- 1 średnia marchewka
- 0,5  pietruszki
- 0,5 cebuli (na początek można mniej)
- koperek
- 1 lub 2 żółtka
- ok. 4 łyżek ugotowanego ryżu
- przyprawy: majeranek, pieprz biały

Mięso umyć a następnie  zmielić, marchewkę i pietruszkę zetrzeć. Cebulę i koperek pokroić. Wszystkie składniki wraz z ryżem i żółtkami dodać do mięsa. Całość wymieszać i formować małe kuleczki. Gotować na parze 15-20 min. Po ostudzeniu można je oczywiście zamrozić.

* danie dla dzieci, po 6 miesiącu życia, po około miesiącu – dwóch od wprowadzania  pierwszych posiłków. Posmakuje starszakowi, a być może nawet mężowi ;)

** jeśli nie macie maszynki do mięsa, a nie ufacie czystości sklepowym maszynom, polecam pokroić mięso na mniejsze kawałki, wrzucić do wody i podgotować kilka minut, aż lekko zmięknie, następnie pokroić na mniejsze kawałeczki. wrzucać po trochu do bledera i ostrożnie blendować.

zdrowy-jadlospis-na-tydzien

„Dieta matki karmiącej”

zdrowy-jadlospis-na-tydzien

Jeszcze będąc w ciąży opublikowałam dla Państwa wpis dotyczący diety mamy karmiącej.Z zaleceniami czego jeść nie wolno, co można lub należy. Przedstawiłam to nawet w tabelce. Wszystko w oparciu o wiedzę z czasów studiów oraz o zgrozo kilku ostatnich konferencji
o tematyce przygotowanej specjalnie dla lekarzy pediatrów i położnych.

Niestety wiedza, którą nabyłam była niewłaściwa. Niewłaściwe jest również jej rozpowszechnianie na oddziałach położniczych i noworodkowych.

Oszczędzę Państwu własnej historii o przestrzeganiu restrykcyjnej „diety matki karmiącej”
Jak się nie trudno domyśleć narobiło to sporo szkód w moim organizmie, byłam głodna, wyczerpana i choć jadłam tylko kilka produktów, dziecko i tak bolał brzuszek (zaręczam, że nie przez marchewkę). Nie polecam takiego postępowania.

Na szczęście z pomocą przyszły mi wyedukowane: Doradczynie Laktacyjne i Panie Promotor, które wyprowadziły mnie z błędu i nakazały – jeść!

Mata karmiąca piersią powinna jeść więc zdrowe, zbilansowane posiłki oparte na najlepszych dostępnych produktach – co oczywiste!

W celu kształtowania zdrowych nawyków żywieniowych u dziecka –  zdrowa dieta ma znaczenie, lecz właściwie młoda mama może jeść na co ma ochotę, bez szkody dla dziecka.

Nie powinna się głodzić, czy eliminować potencjalne produkty uznawane m.in. za.: wzdymające, kwaśne, przyprawione… czy nawet alergizujące (obecnie praktycznie nie stosuje się diet eliminacyjnych).

Nie musi spożywać wyłącznie gotowanych warzyw czy owoców, rezygnować z owoców egzotycznych.

Pamiętajmy, że układ trawienny małego brząca, cały czas się rozwija – stąd kolki, zaparcia, biegunki i inne brzuszkowe rewelacje.

Zachęcam (banalnie i nieodkrywczo) do spożywania sezonowych warzyw i owoców, kasz, dobrej jakości mięsa (indyk, królik, kurczak), zastępowania słodyczy suszonymi owocami, unikania cukru, nadmiernej ilości soli, a także przetworzonej żywności, dań gotowych, smażonych, fast – foodów, napoi gazowanych i oczywiście alkoholu – czyli po prostu do zdrowego odżywiania, które będzie służyć nam i dziecku.

Słowo odnośnie wody.
Woda jest przeogromnie potrzebna, by tworzył się pokarm, a organizm pozostawał w dobrej kondycji, zwłaszcza woda – niskosodowa, niskozmineralizowana, jednak wmuszanie na siłę blisko 4 litrów wody, jest nieporozumieniem. Pijmy wodę według pragnienia i możliwości.

Zachęcam do zgłębiania mądrej wiedzy na ten temat.

a3c5a8758561d81ad1cdd7e74dc7a669

Mama, która nie karmi piersią…

Mama, która nie karmi piersią, nie musi zostawać z tym sama!

a3c5a8758561d81ad1cdd7e74dc7a669

Jako średni personel medyczny – jak jesteśmy często nazywani, mamy za zadanie promować karmienie piersią, zwłaszcza będąc pracownikami takich oddziałów jak: noworodkowy, położniczy czy sala porodowa. Na co dzień nie przynosi nam to trudności, gdyż doskonale znamy korzyści z takiego postępowania. Obserwujemy wcześniaki, którym krople tego cennego „eliksiru” zwracają zdrowie a nieraz i życie. Dostrzegamy jak budują się więzi i trwałe relacje pomiędzy matką
a dzieckiem. Spostrzegamy jak rośnie zainteresowanie
i podziw dla kobiety, która karmi w ten sposób w oczach jej męża czy partnera. Kiedy i on stara się mieć swój udział w tych magicznych, przepełnionych jednak wyrzeczeniami chwilach. Nie ukryją się przed nami również zazdrosne spojrzenia mam, którym jeszcze nie wychodzi to, tak jak powinno…

Ale oprócz tych wszystkich niewątpliwych zalet, widzimy kiedy dla kobiety jest to ciężarem, którego nie chce nieść. Wiemy to już praktycznie od pierwszej rozmowy. I kiedy słyszymy niepewne: „spróbuję – jeśli się uda, to będę karmić”. To wiemy, że w 50% spełznie to jednak na niczym.

W karmieniu piersią nie ma czasu na niepewność, wahanie, pozostaje tylko garść sił na początek, które motywują do zwiększonej pracy. Nie ma tu miejsca na „udawanie się”, bo zwykle początki są trudne. Nie ma miejsca na porównywanie, do mamy, siostry czy przyjaciółki, bo każda z tych kobiet rozpoczynała swoją przygodę z innym nastawieniem, zakresem możliwości, czasem.
Jest tu tylko moment na pracę, na próby, na pytania i szukanie na nie odpowiedzi. I na pewność, że –  ”dam radę, choć będzie ciężko”! Takie założenie z góry przygotowuje nas na wysiłek i nie pozwala ulegać zbytnio złudzeniom. Gdy okaże się on przyjemnością, to wspaniale.

Droga Mamo,

jeśli jednak gdzieś w środku Ciebie tli się PEWNOŚĆ, że nie chcesz karmić naturalnie, personel zawsze powinien to uszanować. I uwierz, że w większości tak właśnie jest. Szanujemy Wasze zdania i wybory. I jesteśmy wdzięczni, że przychodzicie z tym do nas od razu, abyśmy mogli poświęcić więcej czasu komuś innemu.

Nie mają sensu teksty w stylu: „będę karmić jak wrócę do domu”. Założę się, że nie będziesz.
I nie jest to groźba. Piersi, które nie dostaną w ciągu kilku, kilkunastu dni – stymulacji, oraz noworodek, który rozpocznie ssanie z butelki, dostatecznie w tym przeszkodzą. Chyba, że jest to tylko bezpieczna forma komunikatu: „nie będę karmić, ale nie chcę wyjść na złą matkę”. Nie wyjdziesz. Nie w naszych oczach. A innymi się nie przejmuj. Masz prawo podjąć taką właśnie decyzję. To z mlekiem przekazywane są Twoje uczucia, nie ma sensu byś przekazywała tylko te negatywne, zagryzając zęby ze złości, że robisz coś wbrew sobie.
Ojciec dziecka, czy nie daj Boże – teściowie, rodzice, nie mają prawa wywierać na Tobie żadnych gróźb, presji czy szantażu (a i takie sytuacje miewają miejsce).

Zadbaj by Twój maluch jadł pełne porcje mieszanki co 3 h (odpowiednie do danego wieku). Zaopatrz się w dobrą butelkę (poszukaj porad na oddziale, na pewno wszyscy chętnie coś podpowiedzą). Pamiętaj, że w większości oddziałów nie możesz mieć swojego mleka. Otrzymasz je u nas w trakcie całego pobytu. Zadbaj by Twój maluch nie był głodny, ale i się nie przejadał. Tul go jak najczęściej, by miał Cię tyle ile potrzebuje.

A może rozważysz karmienie butelką swoim odciągniętym pokarmem, chociaż przez jakiś czas?

Cokolwiek nie postanowisz. Uszanujemy to i podziękujemy za zaufanie i otwartość. Nie musisz zostawać z tym całkiem sama.

Przechowywanie odciągniętego pokarmu matki

Każdej mamie zdarzy się sytuacja, w której będzie musiała przechować nadmiar swojego pokarmu. Ważne by uczyniła to z zachowaniem pewnych zasad, tak aby pokarm który poda swojemu dziecku, nie stracił swoich właściwości i nie wywołał nieporządanych skutków.

Miejsce przechowywania

 Noworodki donoszone 

 Noworodki urodzone przedwcześnie

Temperatura pokojowa

8 – 12 h

do 1h

Lodówka (od +3 do +8°C)

2 – 5 dni

2 dni

Zamrażalnik wewnątrz lodówki (wspólne drzwi)(od – 10 do – 15°C)

2 tyg.

1 tydzień

Głębokie zamrożenie (od -18 do – 20°C)

6 – 12 mies.

3 – 6 mies.

Torba z lodem

24 h

nie stosuje się

Wg. Komitetu Upowszechniania Karmienia Piersią.

 

Przechowywanie pokarmu:

Kubeczki plastikowe

pojemniki-do-przechowywania-pokarmu-canpol

Woreczki do zamrażania pokarmu

avent-woreczki-do-przechowywania-pokarmu-25szt

Zasady postępowania z odciągniętym pokarmem:

  • sprzęt do odciągania pokarmu jak również kubeczki do przechowywania pokarmu powinny być przed użyciem wyparzone,
  • porcie pokarmu powinny być opisane datą i godziną odciągnięcia pokarmu,
  • gdy na powierzchni przechowywanego pokarmu pojawi się warstwa tłuszczu, należy lekko potrząsnąć naczyniem,
  • przechowujemy małe porcje mleka, wystarczające na pojedyncze karmienie,
  • pokarm rozmrażamy w temperaturze pokojowej, a przed podaniem podgrzewamy do temp. 36 – 37 stopni,
  • po rozmrożeniu pokarm przechowujemy w temperaturze pokojowej maksymalnie na jedno karmienie,
  • pokarm raz zamrożony nie nadaje się do powtórnego zamrożenia.

 

Stacie-Turner-karmienie-piersią.jpg

Najczęstsze problemy podczas karmienia piersią

Już wiemy, że karmienie piersią to ciężka i wyczerpująca praca, która wymaga sporo naszego samozaparcia. Jeśli będziemy świadome problemów, które mogą nas spotkać, łatwiej będzie nam się na nie przygotować i od razu wdrożyć odpowiednie działania.

69575_152849_gabys_first_meal

1. Słaby odruch ssania u noworodka.

Wielu malców na początku swojej przygody z jedzeniem z piersi, nie wykazuje w tym zakresie dużej aktywności. Nie otwierają ust na tyle szeroko, aby móc wprowadzić do nich brodawkę. Wydają się być w ogóle nie zainteresowane kwestią jedzenia.
Taka sytuacja może mieć miejsce u noworodka, który miał ciężki poród. Po którym wymagane było np. wsparcie oddechowe, ale po pewnym czasie powrócił do mamy w stanie  dobrym (takie dziecko nazywamy „odpoczywającym”). Być może od razu nie rozpocznie on próby jedzenia,
a raczej skupi się np. na śnie i odpoczynku. Pierwsze próby przystawienia go do piersi, mogą więc spełznąć na niczym.

Co możemy zrobić, gdy noworodek ma słaby odruch ssania?

* Pozwólmy mu jakiś czas odpocząć. Posiada zapasy energetyczne więc, nie powinien opaść z sił
i energii. Uważajmy jednak, aby czas odpoczynku się nie przedłużył. Po 3 – 4 h powinniśmy podjąć ponowną (jeśli po porodzie nastąpiła pierwsza) próbę dostawienia go do piersi.

* Spróbujmy własnoręcznie wykonać masaż języczka i podniebienia dziecka.

Jak samodzielnie wykonać masaż języczka i podniebienia?

Po umyciu rąk (lub dodatkowo założeniu jednorazowej rękawiczki) wprowadzamy do ust dziecka swój palec wskazujący i delikatnymi ruchami 2 – 3 min. masujemy języczek.  Kręcimy kółeczka najpierw na wierzchu języka, potem odwracając palec także na podniebieniu.
To ćwiczenie sprawi, że malec zacznie poruszać językiem, będzie próbował wypchnąć palec.
W rezultacie przybliży nas, do zachęcenia go do otwarcia ust i pracy językiem podczas ssania.

2. Krótkie wędzidełko.

Jeśli dziecko pomimo swojej aktywności i starań mamy, aby jak najwłaściwiej objęło brodawkę, wciąż chwyta ją zbyt płytko, zwróćmy uwagę czy nie ma skróconego wędzidełka (jest to mała błonka łącząca języczek dziecka z dnem jamy ustnej). W ocenie pomoże nam na pewno logopeda – obecny na większości oddziałach, lekarz neonatolog lub położna czy pielęgniarka.

Pamiętajmy, że nie zawsze podcięcie wędzidełka ma znaczenie
w karmieniu piersią!

Wielokrotnie na oddziale obserwowałam sytuacje wręcz odwrotne. Kiedy mamy wspaniale
i prawidłowo karmiły swoje dzieci piersią, a po sugestii, że maluch może mieć trudności ze ssaniem (właśnie z powodu skróconego wędzidełka), nagle pojawiały się problemy
z karmieniem. Różnicuję to oczywiście z sytuacjami, gdzie takie problemy faktycznie miały miejsce i wymagane było jego podcięcie. Jakie było dalsze postępowanie? Ano dokarmianie noworodka (bo przecież jeść prawidłowo z piersi nie może) co skutkowało zachwianiem laktacji
i umawianie mam na… prywatne podcięcie wędzidełka.

Jak wygląda podcięcie wędzidełka ?

Podczas jego wykonania osoba asystująca rozwiera maluszkowi buźkę, odpowiednio przytrzymując języczek. Ubrana na jałowo osoba wykonująca nacięcie, jednym ruchem przycina błonkę przy języku. Krwawienie jest niewielkie, a maluch od razu powinien być dostawiony do piersi. Pomimo, że zabieg trwa bardzo krótko, niezbędne jest pełne skupienie. Gorąco radzę wszystkim mamom oddać dziecko w dobre ręce i pozwolić, aby personel zajął się nim jednak „in camera” czyli na osobności.

3. Noworodek nie chce się wybudzać do karmienia.

To bardzo częsta sytuacja, obserwowana od czasu do czasu praktycznie u każdego malucha. Doskonale zdajemy sobie sprawę, jak ważne jest regularne karmienie. Personel przypomina nam o karmieniu co 3 h a nasza pociecha smacznie śpi i ani myśli obudzić się na jedzenie. Na początku taka sytuacja nie powinna nas stresować. Może być bowiem spowodowana zmęczeniem dziecka samym porodem. Kiedy utrzymuje się kilka godzin, zawsze powinna wzbudzić naszą czujność.

Powinniśmy również zastanowić się czy nadmierne podsypianie dziecka, nie jest związane ze spadkiem poziomu glukozy. Może się tak dziać w sytuacji, kiedy noworodek pozostaje bez jedzenia kilkanaście godzin. W przypadku np. niewłaściwego dostawiania do piersi.

Co możemy zrobić kiedy dziecko podsypia w porach karmienia?

* Przede wszystkim, zacznijmy od kilku sposobów na wybudzenie dziecka.
Zawsze rozpoczynamy od energicznego przewijania. Starając się aby nasze ruchy były płynne
i sprawne. Dziecko, które jest przewijane, odczuwa na pewno odrobinę chłodu, niekomfortu związanego z przekręcaniem, wycieraniem czy zakładaniem pampersa. Powinno go to zachęcić do aktywności i wybudzić. Dodatkowo starajmy się kontaktować z maluchem np. mówiąc do niego.

* Jeśli po przewinięciu, wciąż wydaje się bardzo ospałe, możemy je spróbować przetrzeć mokrą
i chłodną chusteczką nawilżaną. Jeśli zrobimy to energicznie, jest szansa, że nasz maluszek się ocknie. Na większość noworodków jednak ta metoda nie działa. Warto  wtedy wytoczyć „grubsze działa”.

* Moją ulubioną metodą wybudzania (o czym zawsze opowiadam na szkole rodzenia, ku ogólnej uciesze) jest masaż… uszek! Wykonujemy go w ten sposób, że kciuki układamy na przedniej stronie uszek dziecka (pozostałe palce obejmują główkę) i kciukami rozpoczynamy pocieranie małżowinek. Nie jest to nieprzyjemne, nie boli, jednak nie da się ukryć, że jest wyjątkowo – wkurzające ;)

* Dbajmy o to aby nasz noworodek był cały czas aktywny przy piersi. Łaskoczmy go w brodę, zmieniajmy pozycje i piersi. Nie pozwalajmy śpiochowi bezczynnie wisieć na piersi. A już na pewno nie dopuszczajmy do sytuacji, kiedy na niej zasypia. Jego rzadkie ruchy żuchwą, to nie ssanie lecz podgryzanie brodawki, którą traktuje jak smoczka. W takiej sytuacji lepiej odstawić dziecko od piersi, niż narażać się na pogryzione, krwawiące brodawki. Pamiętajmy, że w ten sposób na pewno się nie naje.

4. Płaskie lub wklęsłe brodawki u mamy.

Nawet jeśli dziecko wyraża ochotę i gotowość do ssania, możemy trafić na sytuacje w której tzw. warunki do karmienia mamy, pozostawiają niestety wiele do życzenia. Nie mam tu na myśli rozmiaru biustu, choć jak zwykle pozwolę sobie na osobistą dygresję.

Wielokrotnie spotkałam się ze stwierdzeniem, że duży biust gwarantuje, że dziecko będzie należycie odżywione, a karmienie piersią nie będzie stanowiło problemu. Co być może zaskakujące bywa zgoła odwrotnie.

Po pierwsze pragnę zaznaczyć, że nie rozmiar jest istotny lecz jakość i to jakość brodawek a nie biustu.

Po drugie ilość produkowanego pokarmu wcale nie zależy od wielkości piersi, ale od odpowiednio wykonanej pracy z nimi.


Panie posiadające obfite piersi, muszą się liczyć, ze sporym utrudnieniem podczas karmienia. Wynikającym z konieczności ciągłego podtrzymywania, wcale nie lekkiej przecież piersi oraz dziecka. Tak aby umożliwić mu wygodę ssania i oddychania.
Cóż, mamy z mniejszymi piersiami nie mają takich problemów. Wystarczy, że cieszą się odpowiednimi brodawkami i właściwie pracują nad laktacją.

Co jednak, jeśli niezależnie od wielkości piersi, brodawki są płaskie lub co gorsza wklęsłe (czyli uwypuklają się do środka)? Pomimo takiej sytuacji zawsze próbujmy dostawić dziecko do piersi. Zwłaszcza w ciągu kilku pierwszych godzin po porodzie, kiedy odruch ssania jest najsilniejszy
i ma ono szansę uchwycić je właściwie. Po czym w miarę powtarzania czynności ssania „wyciągnąć” je.
Jeśli nasz maluch nie radzi sobie jednak z ich uchwyceniem zadbajmy o co trzy – godzinną pracę laktatorem. Odciągając pokarm techniką: „77 55 33″ i następnie starając się dostawić dziecko.

Na czym polega technika „77 55 33″?

To technika odciągania pokarmu, polegająca na odciąganiu pokarmu naprzemiennie z każdej piersi (7 min. z jednej, 7 min. z drugiej, 5 min. z jednej , 5 min. z drugiej itd.). W sytuacji kiedy mama np. wyciąga brodawki, czy odciąga pokarm dla dziecka. Dzięki jej zastosowaniu piersi otrzymują odpowiednie bodźce do stymulacji i zaczynają również produkować pokarm.

Czasem pomaga karmienie w nakładkach laktacyjnych. Noworodek chwyta pierś przez nakładkę. Jeśli mama zadba o to, by chwycił jak największą część brodawki, jest on
w stanie w czasie takiej pracy, powoli wyciągać płaską lub wklęsłą brodawkę.

5. Noworodek z wadą twarzoczaszki (np. rozszczepem wargi).

W takiej sytuacji karmienie piersią bywa trudne, czasem wykluczone. Jednak wielokrotnie obserwowałam bardzo pozytywne  i udane próby karmienia. Wszystko zależy od sytuacji
i nastawienia mamy. Noworodkom, które nie mogą jest naturalnie z piersi, pokarm jest podawany za pomocą specjalnych butelek z długim smokiem.

6. Noworodek przebywa na sali obserwacyjnej.

W wielu szpitalach wstęp na takie sale mają tylko rodzice i to w ograniczonym czasie, za zgodą personelu. Wynika to z faktu, że na tych  salach panuje reżim sanitarny i przebywają tam dzieci
z różnymi schorzeniami, dla których kontakt z czynnikami zewnętrznymi powinien być ograniczony.
Dodatkowo personel zajmujący się chorymi dziećmi musi mieć czas i warunki, na wykonywane często bardzo poważnych procedur i czynności.
Zazwyczaj personel prosi mamy o dostarczanie pokarmu dla dziecka. Jest on mu podawany
w zależności od stanu za pomocą: sondy, butelki lub strzykawki.

Karmienie strzykawką, kto może a kto nie?

Jest to metoda karmienie podczas której noworodek nie skupia się na ssaniu, lecz połykaniu pokarmu. Wielu rodziców prosi o jej zastosowanie, zwłaszcza w przypadku niechęci do dokarmiania. Z obawy o to aby ich dziecko nie wybrało butelki. Dla personelu jest na pewno prostsze i szybsze. W wielu oddziałach zabronione. Jednak należy wiedzieć, że ten sposób karmienia (jeśli jest uznany na danym oddziale) jest także zarezerwowany tylko dla personelu. Podczas jego stosowania może dojść do zachłyśnięcia treścią pokarmową. Trzeba mieć duże doświadczenie w odpowiedniej szybkości podawania pokarmu oraz właściwym ułożeniu dziecka.
Rodzicom nie wolno stosować tej metody samodzielnie.
Uwaga! Noworodka w warunkach domowych nie można także karmić łyżeczką, czy kubeczkiem. Jedyną bezpieczną formą podania pokarmu noworodkowi jest butelka.

 

Gadżety ułatwiające karmienie piersią

Laktator 

Jeśli zamierzamy karmić piersią, jest nie tylko dużym ułatwieniem podczas odciągania pokarmu, ale wręcz koniecznością. Przydaje się już w szpitalu, np. kiedy trzeba pobudzić wypływ mleka, rozpracować wklęsłe brodawki czy odciągnąć nadmiar pokarmu (np. podczas nawału pokarmowego, lub zastoju).

Jest niezastąpiony w domu, kiedy odciągamy porcje mleka do późniejszego wykorzystania.

Polecam wszystkim mamom laktatory elektryczne, są wygodniejsze w użyciu, skuteczniejsze, posiadają różne tryby pracy. Wyręczają, odciążają, a przede wszystkim dobrze dobrany laktator będzie nam długo służył. Np. „Medela”

Nakładki laktacyjne

Przydają się gdy mama ma poranione brodawki. Często pierwsze próby karmienia są nieudane, noworodek zamiast chwytać brodawkę wraz z otoczką, chwyta samą brodawkę, traktując ją jak smoczka i oczywiście podgryzając. Nie muszę chyba dodawać, że wypływ mleka
w takiej sytuacji nie jest możliwy, a zagryzanie zębów przez mamy i wytrzymywanie „sytuacji” nie ma wielkiego sensu. Często po takim podgryzaniu brodawki są tak zmaltretowane, że zaczynają krwawić, a mama nie jest wstanie wytrzymać kolejnych prób nałożenia dziecka na pierś. Być może pomocne będą wówczas nakładki (jednak zanim same je zastosujemy, warto zapytać położną, co o tym sądzi).

Pamiętajmy, że noworodek może przyzwyczaić się do nakładek, dlatego nie polecam ich długiego stosowania.

Wybierając nakładki dla noworodka prośmy o jak najmniejsze rozmiary typu: „s” lub „xs”

Wkładki laktacyjne

Każda mama wie jak są niezastąpione, warto poczytać ich opinie odnośnie poszczególnych parametrów i wybrać dla siebie te najlepsze.

Ja zdecydowałam się na zakup wkładek firmy”"Lansinoh”, dodatkowo mam do przetestowania pudełko „Lovi”(podzielę się opiniami).

Muszle laktacyjne

Dla niektórych mam są niezastąpione (podobnie jak nakładki laktacyjne) w przypadku poranionych brodawek. Dzięki nim piersi mają zapewnioną cyrkulację powietrza i nie są narażone na otarcia jak w przypadku wkładek laktacyjnych.

Pamiętajmy jednak, że gojeniu brodawek zawsze sprzyja odpowiedni krem i wietrzenie. 

Wciąż zastanawiam się nad ich zakupem :)

Maść na poranione brodawki

Kolejny produkt z grupy „must have”. Przydatny w szpitalu. Bardzo ważne aby wybrać coś naprawdę naturalnego, polecam np. firmy: „Flos Lek”, „Lansinoh”, u nas na oddziale świetnie sprawdza się „Bepanthen maść”. Większości maści nie trzeba zmywać przed podaniem piersi, jednak niektóre maluchy mają potem problem z uchwyceniem brodawki.

Już 2 miesiące przed porodem można rozpocząć tzw. „hartowanie” brodawek. Pamiętajmy jednak, że piersi nie należy zbytnio masować. A brodawek nie próbujemy wyciskać.

Naturalną ochroną dla naszych brodawek będzie… nasz pokarm, który rozsmarowany na brodawce będzie działał na nią zarówno kojąco jak i ochronnie.

Biustonosz do karmienia

Z jego zakupem wstrzymajmy się do ostatniego miesiąca przed porodem. Zadbajmy o to aby miseczka była rozmiar większa a sam biustonosz „oddychający” i wygodny (zwróćmy uwagę na zapięcia i jego miękkość). Obwód zaś dobieramy do tego z przed ciąży,
a nie obecnego lub od obecnego odejmujemy ok. 10 cm.

Nie zapominajmy aby wkładać go w szpitalu. Już w ciąży podtrzymywanie biustu przez dobrze dobrany stanik wpływało na jego jędrność, po porodzie będzie to jeszcze ważniejsze.

Koszula do porodu oraz koszula do karmienia

Tę pierwszą od razu możemy spisać na straty. Przed jej zakupem warto zapytać
w szpitalu w którym planujemy poród, czy będziemy mogły mieć swoją koszulkę. Polecam zakup koszuli wygodnej, w której łatwo uda nam się odsłonić pierś kiedy położą nam na niej naszego malucha. Bawełnianej i raczej w ciemnych kolorach. 

Koszule do karmienia powinny posiadać specjalne rozpięcia (a nie rozcięcia) umożliwiające wydobycie całej piersi do karmienia, co jest naprawdę istotnym faktem. Unikniemy w ten sposób sytuacji, które często obserwowałam na oddziale czyli np. negliżu od pasa w górę, jako jedynego wyjścia z sytuacji.

Poduszka do karmienia

W tym zakresie wolno nam pofantazjować, bowiem zarówno typowa poduszka ciążowa, rogal, czy zwykły jasiek sprawdzą się w tej kwestii.

Warto jednak wziąć pod uwagę fakt, że również nasze plecy powinny być podparte podczas karmienia.

Istnieją na rynku specjalne poduszki do karmienia bliźniąt, ich zakup także powinniśmy rozważyć jeśli spodziewamy się dwojga pociech.

Ja do szpitala zabieram swoją ogromną poduszkę ciążową „Poofi”, mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie.

Poduszka poporodowa

Jeśli jesteśmy już przy temacie poduszek poporodowych, siadanie na łóżku podczas pierwszych dni po porodzie może stanowić duży dyskomfort. Dlatego być może wybawieniem dla nas będzie poduszka poporodowa, czyli tak naprawdę – zwykła poduszka z dziurką. Innym pomysłem i podobno równie dobrze się sprawdzającym jest niewielkie nadmuchiwane… koło ratunkowe (choć złośliwi twierdzą, że w razie niewypału w tym zakresie, w przyszłości posłuży naszemu dziecku) ;).

A ja odkryłam coś jeszcze. Na rynku istnieje niedroga podusia do zadań specjalnych zwana „Total Pillow”, sprzedawcy przekonują nas, że sprawdzi się również w roli poporodowej. Przyznam, że to ciekawa propozycja, zważywszy na cenę
i wielorakie zastosowanie.

Karmienie-piesia-jest-piekne

Karmienie piersią. Jak rozpocząć przygodę z karmieniem naturalnym?

 

„Karmienie piersią jest optymalnym sposobem żywienia zapewniającym pełnię zdrowia i prawidłowy rozwój każdego noworodka, niezależnie od rasy kultury
i warunków socjoekonomicznym w danym kraju”.

 

Jeśli znamy podstawy kobiecej fizjologii w tym zakresie, łatwiej nam zrozumieć mechanizmy Karmienie-piesia-jest-pieknepowstawania i utrzymania pokarmu. A to jest niezbędnym krokiem w celu właściwego karmienia piersią.

Istnieje kilka faz laktacji, jednak powinniśmy
w szczególności zwrócić uwagę na galaktogenezę czyli proces wydzielania mleka już od czasu urodzenia łożyska. Spada wtedy poziom estrogenów, progesteronu, wzrasta natomiast poziom prolaktyny, dzięki czemu pęcherzyki mleczne rozpoczynają swoja działalność wydzielniczą. Działanie to jest wzmacniane przez ssanie piersi, które poprzez swoją ciągłość doprowadza do galaktopoezy czyli utrzymania wydzielania mleka.

Jak działa ssanie?

W jego wyniku dochodzi do wywołania odruchu nerwowego w przysadce, który powoduje utrzymanie wydzielania prolaktyny, co z kolei wpływa na to, że nabłonek wydzielniczy jest stale pobudzany do wydzielania mleka.

„Ustąpienie bodźca wydzielniczego powstającego podczas ssania oraz nieopróżnianie piersi powoduje atrofię gruczołów wydzielniczych i tym samym zahamowanie wydzielania pokarmu”.

Jak już wcześniej nadmieniłam, fakt, że pokarm się pojawia nie jest rzeczą zupełnie naturalną Zawsze musimy na niego „zapracować”. Zdarza się, że mamy na początku tej drogi, sądzą, że żółtawy płyn z którym mają do czynienia jest jakimś marnym początkowym „substytutem” mleka i stanowi przyczynę braku powodzenia w karmieniu (czyt. tego, że dziecko nie jest najedzone). Tymczasem okazuje się, że jest to najcenniejszy pokarm jaki matka może przekazać swojemu dziecku.
Siara - bo o niej mowa występuje tylko przez pierwsze 2- 4 dni. Zawiera duże  ilości przeciwciał czyli immunoglobulin, białek, zwłaszcza białka zwanego laktoferyną, soli mineralnych, witamin A, E, jest lekkostrawna, chroni przed infekcjami bakteryjnymi
i wirusowymi, dobowo jest jej niewiele bo tylko do ok. 100 ml. Jednak korzyści  z niej dla rozwoju malucha są nieocenione.

Laktoferyna to  białko globularne, z grupy transferyn posiada właściwości:

  • —przeciwwirusowe,
  • —przeciwbakteryjne,
  • —przeciwgrzybiczne,
  • —przeciwpasożytnicze,
  • —przeciwzapalne,
  • —przeciwnowotworowe.

Kolejnym mlekiem, które obserwują mamy jest mleko przejściowe, utrzymujące się do dwóch tyg.  Zawiera znacznie mniej przeciwciał i białek, za to większą ilość cukrów, tłuszczy,  tym samym jest bardziej kaloryczne, dzięki czemu noworodek nareszcie nadrabia straty wagi
i powoli powraca do masy urodzeniowej. W 5 dobie jest go ok. 500 ml.

Wyczekiwane przez wszystkie mamy  - mleko właściwe czyli tzw. „dojrzałe”, jest ostateczną formą mleka jaką otrzymuje maluch. W jego składzie znajduje się duża ilość cukrów (laktozy) i tłuszczy a mała ilość białka. Piersi produkują go ok. 800 ml / dobę (od 1 do 6 mies. życia).

Chcę uspokoić wszystkie mamy, które sądzą, że siarą inie da się wykarmić dziecka i z uporem maniaka nalegają na mieszankę. Po pierwsze nigdy nie wiecie ile pokarmu macie w piersiach. Nie wiedzą tego również położne z Wami współpracujące, więc pytania typu: „nie wiem czy mam pokarm”, „wydaje mi się, że mam go mało”…są bezcelowe. Jeśli faktycznie chcecie dowiedzieć się czy dziecko się „najada”, należy się zastanowić nad najistotniejszą sprawą otóż tym – JAK JE?.
Pokarm w piersiach tworzy się na zasadzie popytu i podaży. Im częściej noworodek jest prawidłowo przystawiany do piersi tym więcej pokarmu jest produkowane. I niestety na odwrót. Nie da się sprawdzić czy najadł się wystarczająco, bo jego kamienny sen, czy liczba stolców
w pierwszych dniach nie jest żadna miarą. Ale jeśli jest dostawiany do piersi co najmniej co 3 h
i ssie aktywnie przez ok. 20 – 40 min. a dodatkowo nie przekroczył 10% ubytku masy ciała, jest szansa, że robimy to właściwie :)

Noworodek na początku swojej drogi ma pojemność żołądka wielkości orzecha laskowego, błędem w sztuce jest zmuszanie go do pełnych porcji mieszanki co 3 h. Prawdą jest zaś ,że ilość siary na samym początku nie jest zatrważająca, jednak płacz naszego dziecka, czy ciągłe poszukiwanie piersi, nie świadczy o zbyt małej liczbie pokarmu, ale o tym, że pragnienie ssać jak najczęściej, aby zaspokoić potrzebę więzi z mamą.

Bardzo istotne  jest samo przygotowanie do karmienia. A więc rozpoczęcie go jak najszybciej po porodzie i po kilkunastu godz. od cięcia cesarskiego. W przypadku porodu zabiegowego, pamiętajmy, że czas 12 h które mama spędza na sali pooperacyjnej, to jej ostatnia szansa na odpoczynek i regenerację. Kobieta jest wówczas otumaniona lekami przeciwbólowymi (często – morfiną) ma kategoryczny zakaz podnoszenia głowy, wymaga ciągłej asysty, więc idealne karmienie w takich warunkach nie jest do końca możliwe (chyba, że towarzyszy jej prywatna położna, a jej samopoczucie pozwala na próby karmienia). Jest to moja osobista opinia. Ale oczywiście noworodek zawsze, ma szansę poleżeć w pobliżu brodawek a nawet chwycić pierś, co sprzyja nawiązaniu szybszej więzi a potem zdecydowanie ułatwia karmienie.

Przygotowanie kobiety do karmienia to przede wszystkim przyjęcie właściwej pozycji, najlepiej siedzącej (np. na specjalnej poduszce poporodowej z dziurką) z podpartym kręgosłupem (można wykorzystać poduszkę ciążową). W zasięgu ręki powinna mieć wodę i komórkę a także coś do przegryzienia, gdyby karmienie się przedłużało. Koszula do karmienia powinna mieć wygodne rozpięcia w okolicy biustu, a nie tylko małe rozcięcia, które nie pozwalają  wydobyć całej piersi.
Jeśli brodawki są płaskie bądź wklęsłe, noworodek może mieć trudności z ich uchwyceniem, wtedy jeszcze przed dostawieniem do piersi należy skorzystać z laktatora i poprzez stymulację starać się wyciągnąć brodawki. Po kilkunastu minutach takiej pracy możemy wykonać pierwszą próbę dostawienia do piersi.

Nie obawiajmy się, że nasze dziecko jest głodne. Ma zapasy energetyczne które teraz wykorzystuje, co pozwala mu spokojnie uczyć się ssania. Jeśli nadal nie uchwyciło brodawki, bądźmy przygotowane na częstą pracę z laktatorem tuż przed dostawieniem malucha (nigdy nie rezygnujmy z dostawiania noworodka nawet jeśli jest przejściowo dokarmiany mieszkanką, chyba, że przerwa jest wymuszona koniecznością regeneracji brodawek).

Nałożenie noworodka na pierś powinno odbywać się w ten sposób, że główkę dziecka chwytamy tuż przy karku, nasze palce powinny być zaciśnięte po jej bokach, (w okolicach uszek), następnie nakładamy główkę na pierś a nie odwrotnie, ruchem przypominającym odwrócone „U”.

Jeśli uchwycenie brodawki odniosło sukces zwróćmy uwagę czy dziecko  właściwie obejmuje pierś czyli, czy:

- obejmuje brodawkę i jak największą część otoczki,
- jego policzki są wypełnione piersią i robią się tzw. „pucki”,
- rąbek języka jest widoczny w kąciku ust,
- nie wciąga policzków i nie cmoka,
- słyszymy  miarowe przełykanie,
- dziecko jest aktywne, wybudzone,
- nie czujemy dyskomfortu ze strony brodawek,
- brodawka po karmieniu jest cała uwypuklona,

w trakcie karmienia pobudzajmy dziecko do intensywnego ssania np. łaskocząc je pod bródką. Zmieniajmy pozycje i piersi.

W pierwszych tygodniach po porodzie, noworodka należy wybudzać do karmienia co 3 h (również w godzinach nocnych).

 

200020989-001

Karmienie piersią – wprowadzenie. Zrozumieć położną

Wiele z nas planuje karmić swoją pociechę piersią. Wydawać by się mogło, że jest to jedna
z najnaturalniejszych czynności jakie możemy sobie wyobrazić.
Najpierw planujemy ciążę, z utęsknieniem czekamy na dwie różowe kreseczki… potem dbamy
o nią najlepiej jak potrafimy. Obawiamy się porodu, jednak karmienie piersią jest dla nas tematem odległym. Odłożonym na później. Sądzimy, że „jakoś to będzie” lub skorzystamy
z pomocy personelu. Często jesteśmy przekonane, że  karmienia piersią nie można nie umieć.
I zdarza się, że taka postawa nas gubi.

Karmienie piersią w Polce i na całym świecie jest niezwykle promowane. Ale zwróćmy uwagę, jak niewielki odsetek noworodków karmionych jest w ten sposób powyżej pół roku. A przecież WHO czyli Światowa Organizacja Zdrowia, podobnie jak AAP (Amerykańska Akademia Pediatrii) zalecają karmienie wyłącznie piersią przez pełne 6 miesięcy i do 2 lat z wprowadzeniem żywności dodatkowej, odpowiedniej do wieku dziecka. Co więc stoi na przeszkodzie takiemu działaniu?

Zdarza się, że pobyt w szpitalu, działa na mamy stresogennie. Ich zmęczenie, braki w śnie
i zupełnie nowa sytuacja w której się znalazły, sprawiają, że temat karmienia piersią zostaje przez nie odłożony na czas po wyjściu ze szpitala. Jest to jedna z przyczyn braku powodzenia
w karmieniu naturalnym.

Aby rozpoczęła się produkcja pokarmu (najpierw w postaci niezastąpionej siary) należy organizmowi dać bodziec do produkcji mleka jakim jest stymulacja piersi (poprzez ssanie,
a w wybranych przypadkach odciąganie laktatorem). Jeśli nie dostarczymy piersiom takiej stymulacji nie mamy co liczyć na samoistne pojawienie się pokarmu. Zaś jeśli dodatkowo zaczniemy regularnie  dokarmiać nasze dziecko mieszanką modyfikowaną, możemy spokojnie zapomnieć o rozpoczęciu karmienia piersią w domu.
Nasz noworodek przyzwyczai się do proponowanej mu butelki i na pewno nie będzie chciał wykonywać ciężkiej pracy jaką jest ssanie piersi.
Tak więc pamiętajmy, aby nie odkładać karmienia piersią na potem.

Niestety w naszej obecnej Ochronie Zdrowia (nie służbie) zbyt mała liczba personelu, działa
w tej sytuacji na niekorzyść. Ale pamiętajmy, że tak naprawdę skuteczność działań zależna jest od nas samych a w szczególności od naszych dobrych chęci i praktyki. To normalne, że jedna położna na oddziale nie będzie w stanie poświęcić nam tyle czasu i uwagi ile oczekujemy. Wynika to z jej dodatkowych obowiązków nałożonych przez szpital, jak i liczby pacjentek na danym oddziale.

O naszej pracy:

200020989-001

Położne czy pielęgniarki noworodkowe, mają w swoim harmonogramie pracy, opiekę nad noworodkiem, ale bardzo często „zrzuca się” na nie także kwestię nauki karmienia piersią, która leży w kompetencji położonych z oddziału położniczego, a przynajmniej tak być powinno.

Zajmując się noworodkiem czynnie towarzyszymy mu od samego początku czyli od momentu narodzin. Jesteśmy częścią zespołu obecnego na sali porodowej i sali cięć cesarskich. Przygotowujemy dokumentację noworodka. Za lekarzy zbieramy wywiad z pacjentką (co zdecydowanie nie powinno leżeć w naszych kompetencjach). Szykujemy dla niego stosowne rzeczy, które wykorzystamy po urodzeniu, przygotowujemy stanowisko noworodkowe,
z właściwym sprzętem, który zawsze sprawdzamy. Odbieramy noworodka po porodzie czy cięciu cesarskim, zaopatrujemy (czyli oczyszczamy, ważymy, mierzymy, ubieramy).
Wykonujemy niezbędne czynności, gdy noworodek słabo radzi sobie z adaptacją po porodzie. Codziennie kilkakrotnie w ciągu dnia pobieramy noworodkom zlecone badania. Czynnie uczestniczymy w 2 – 3  h obchodach neonatologicznych, starając się sprawdzić jak mamy radzą sobie w opiece i karmieniu swoich dzieci, podpatrujemy, sprawdzamy, wyjaśniamy, uczymy, odpowiadamy na pytania. Szczepimy noworodki, najpierw w kilku miejscach uzupełniając stosowną dokumentację. Podłączamy antybiotyki, często w różnych godzinach, przerywając inne prace. Nosimy badania do laboratorium (zostawiając oddział bez opieki), gdyż nie leży to
w kompetencjach pań salowych. Opiekujemy się noworodkami po cięciach cesarskich (karmienie, przewijanie) jak i tymi wymagającymi pozostania na sali obserwacyjnej i ciągłego naszego monitoringu.
A dodatkowo właśnie… pod naszymi drzwiami czekają mamy, które potrzebują pomocy, a my często zwyczajnie nie mamy już możliwości alby jej udzielić.

Mili Państwo, jak myślicie ile położnych/pielęgniarek jest przypisanych do takiej pracy w ciągu 12 godzin (dnia lub nocy)? Zakładając, że mówimy o niewielkim oddziale w jednym z dużych miast w  Polsce, gdzie dziennie rodzi się ok. 5 do 10  noworodków, a stan dobowy pacjentek to ok 15- 25?

Dwie. Często jedna.

To być może wyjaśnia sytuację na tyle, że jesteśmy w stanie zrozumieć, że przytłoczone pracą położne (czy położna)  nie będą / będzie na każde nasze zawołanie, lecz absolutnie nie rozwiązuje problemu i powinno być niedopuszczalne.

W wielu szpitalach, tworzy się obecnie stanowiska konsultantów laktacyjnych. Są to osoby po specjalnych certyfikowanych kursach – Doradcy Laktacyjnego, które są w stanie przekazać nam naprawdę ogrom rzetelnej wiedzy z zakresu karmienia piersią.

 

W praktyce często wygląda to tak, że konsultant przydzielony jest do pracy w godzinach porannych. W te kilka godzin stara się pomóc wszystkim pacjentkom, które mają problemy
z karmieniem. W rezultacie… wyręczając je w działaniu.
Nie chciałabym być w tym miejscu niesprawiedliwa, jestem przekonana, że nie wszyscy konsultanci stosują takie metody.
Często doprowadza to do tego, że tuż po wyjściu pani konsultant, pod stanowiskiem naszej pracy czekają mamy z kolejnymi pytaniami, gdyż upłynęło kilka godzin i sytuacja zdążyła się już zmienić. Lub co częstsze, bez pomocy konsultanta nie są w stanie same wykonywać czynności, które… za nie wykonywano.

Moja prośba i apel jest następujący: jeśli położna, pielęgniarka czy konsultant laktacyjny (nie wiem, czy właściwy jest rodzaj męski?) poświęca nam czas, starajmy się aby był naszym wsparciem ale ćwiczmy SAME pod jego okiem. Nie pozwalajmy się wyręczać. Zadajmy pytania
w stylu: „czy tak jest dobrze?”, „czy trzymam właściwie?”, „czy pobudzam dziecko do ssania
w poprawny sposób”? To jedyna droga do skutecznego karmienia. Mobilizacja, działanie, praktyka i… wiara w sukces :)