Archiwa kategorii: Inne

Podobieństwa

Jeśli chodzi o przeżywanie ciąży wszystkie jesteśmy (w tym) podobne. 
Opętane myślami, że teraz musimy robić każdą rzecz dokładnie jak należy.
Uzależnione od działów: „czy to bezpieczne?”, „czy w ciąży można?”
I wielokrotnie nie mające niestety wrażenia, że proces ten wymyka się nam spod kontroli.
I czasem niepotrzebnie straszy, dominuje, usadza w fotelu.
A czasem tak potrzebnie…

Potem zapewne jesteśmy podobnymi Mamusiami. 
Pierwszy raz na pewno nadgorliwymi.
Nawet jeśli wiemy, że czas z dziećmi to nie tylko urocze ubranka w sówki, milusie kocyki z dwiema warstwami, perfekcyjnie przygotowane pokoiki.
I te plany: jaką ja będę mamą superaśną, kochającą, wyrozumiałą, śledzącą najnowsze trendy modowo – zabawkowe. Czego to ja dziecku memu nie będę gotowała, na jakie cudowne spacery zabierała…
Pewnie obok tego duża doza niepewności, ale jednak i ta pewność, że skoro „chcę to mogę przecież”.

A potem pewnie to podobne rozczarowanie, że nie jest jednak tak idealnie.
Że do ideału to tak daleko jak do Ameryki. Że tylko koło małego „ok” może to wszystko stać.

Że bałagan, stres, nerwówka, mało czasu dla siebie. Mało? Albo i wcale. Umyć się lub zęby (do wyboru) to czasem będzie spory luksus.
Przytłaczająca bezsenność albo wszechogarniająca senność raczej…
I herbata, co 5 raz z rzędu już wystygła zanim miała szansę rozpłynąć się kojąco po naszym gardle.

A może nie będzie tak źle, może da się to zorganizować jakoś?

Nie wiemy tego jeszcze. Gdybamy. Boimy się i ufność pokładamy na zmianę.
Ale nie wiemy bez wątpienia, bo zostaniemy mamami po raz pierwszy. Należy nam się ta niewiedza.
Ta radość pomieszana z ogromnym lękiem. To zwątpienie nawet na zasadzie: „no i po co mi to było?”.
I to szczęście pierwsze. Niezmącone wiedzą, która daje pewność, a odbiera dziecięcą wiarę.

Dla wszystkim mam, które za chwilę „idą rodzić” .I dla tych, którym jeszcze kilka tygodni. Kiedy już trochę dość, a jeszcze końca nie widać…
POWODZENIA! 

Ściskam mocno Was wszystkie :))

czytanie-wcale-nie-jest-straszne-ks1

Nie czytam…

Z niewiedzą, która może przerodzić się w głupotę trzeba walczyć.
Opinii ciąg dalszy. Tyle, że tych z gazet.
Nawet pozwolę sobie co nieco zacytować z dokładnością do linijki i słowa.

Bardzo szybko nauczyłam się na oddziale, że czasopism o macierzyństwie (jakich u nas wiele) się nie czyta.
Poradników, które sponsorują konkretne produkty (np. butelkę danej marki), 
a opowiadają np. o tym jak właściwie karmić, również.
Kiedyś czytałam.
Kiedyś czytałam by być na bieżąco z „nowinkami”. Bo dopiero zaczynałam swoją przygodę
z oddziałem noworodkowym.

Następnie, zazwyczaj w przerwach, aby trochę się „odmóżdżyć” przeglądając kolorowe obrazki.
Później już tylko, aby zweryfikować jakie informacje trafiają do naszych pacjentek.
By w końcu przestać czytać je w ogóle…

W naszym oddziale jest taki – „kącik laktacyjny”, gdzie leżą również czasopisma dla mam i ulotki różnych firm. Matki, które czekają na gotującą się wodę, czy oddciągające pokarm, chętnie po nie sięgają.
Większość artykułów tworzą ludzie z branży dziennikarskiej, nie medycznej. Niestety
z przykrością muszę stwierdzić – nie mający pojęcia o czym piszą. Niechcący, bądź
z niewiedzy wprowadzają ludzi w błąd. Powtarzają informacje przerobione po tysiąckroć. Zmieniają ich sens. Podają jako: „fakty”, „zalecenia”.
Nie ma problemu jeśli piszą o swoich odczuciach.
Gdy do tego piszą fajnym językiem – to czyta się to doskonale.
Gorzej, jeśli biorą się za rzeczy z nie swojej działki.
Biorę więc do ręki jedną z takich gazet.
A biorę, bo już na drugiej stronie widnieje sztab ekspertów współpracujących z gazetą. Jest prof. jednego z warszawskich szpitali, kilku znanych i mniej znanych doktorów z całej Polski, położna, doradca laktacyjny, dietetyk. Więc liczę wreszcie na ciekawe artykuły. Wydając mniej niż 5 zł, biegnę prawie do domu, by poczytać. By się uzbroić w wiedzę jakąś nową… i co widzę? Większość artykułów – nie podpisana! Nie wiadomo pisał specjalista czy laik!?
Strony pomiędzy artykułami polecają wózki, butelki, zabawki… Większość taka, że polecać aż strach i po prostu bez sensu, bo produkt kiepski. I nie każdy przecież wie, jak działają strony sponsorowane w czasopismach. Więc szkoda, że się niepotrzebnie zasugeruje.

Ja też Wam często coś polecam. Ale z tak z serca. Własnej „przeróbki” i doświadczenia. Nikt mi za to nie płaci. A gdyby nawet chciał płacić, to wybierałabym tylko te mądre produkty i osobiście przetestowane.

Wróćmy do tematu. W całej gazecie całe dwa (!) artykuły prawdziwych Ekspertów w swojej dziedzinie. Podpisane. Ze zdjęciem. Położna i doradca laktacyjny. A w reklamach produktów zatytułowanych „eksperci radzą” – tylko imię i nazwisko czyjeś. Kim jest ta kobieta, że doradza mi małą czarną bez kofeiny? Kim ten pan, który rekomenduje preparat do kąpieli dla niemowlaka?
I najważniejsze gdzie Ci Specjaliści – profesorzy, doktorzy? Pod czym się podpisują? Pod wszystkim? Pod niczym raczej. Więc gdzie ta współpraca? Może w następnym numerze?
Jednak nie zaryzykuję i nie wydam już, mniej niż 5 zł. Kupię sobie w zamian za to – 2 grahamki i kefir albo maślankę. Z pożytkiem dla siebie i dziecka.
Czy nie lepiej sięgnąć po mądrą książkę? Która w dodatku będzie zdobić nasze półki? Do której zawsze można będzie wrócić?

czytanie-wcale-nie-jest-straszne-ks1

Jedna z redakcji popularnej gazety dla mam, stworzyła stronę z opiniami. Takie forum czytelniczek.
I czytam tam, taki tekst właśnie (cytuję co do słowa):

 ”Chcę przywitać dziecko”.
„Byłam przekonana, że po porodzie dziecko będzie leżeć na moich piersiach, będę mogła delektować się tym czasem razem z nim… Urodziłam – chwila przywitania trwała może minutkę… i zabrali syna na badania, widziałam jak leżał pod lampą. Dopiero  4 – 5 godzin po porodzie podali mi go do karmienia, pięknie od razu złapał pierś głodny bliskości, którą utracił… Teraz mądrzejsza o to doświadczenie nie pozwolę na rozłakę! Rozumiem, że procedury, badania, ale dziecku nalezy się odstresowanie. Kontakt skóra do skóry minimum godzinę! Będę tego żądała przy kolejnym dziecku”.

Jakże bym chciała, aby pani o pseudonimie „Kozaczek”, weszła na mój blog i przeczytała o tym co pragnę  jej przekazać.
Ale nawet jeśli nie, czuję się w obowiązku wyjaśnić  wszystkim którzy czytając tę opinię kiwali głowami… ze zrozumieniem.
Każda mama ma prawo tak przywitać jak i pożegnać swoje dziecko. Ma prawo. Ale nie może zapominać o rzeczy jeszcze ważniejszej niż moment przywitania. Niż wzięcie w ramiona. Położenie na piersi. Niż „odstresowanie.” *
Musi pamiętać o DOBRU dziecka. Nie tym podyktowanym przytuleniem. Ale tym wynikającym ze STANU w jakim się urodziło.
Położna, neonatolog,  którzy czuwają od czasu wydobycia malucha na świat, tuż przy nogach mamy. Widzą ten stan od razu. Widzą i rozpoznają. Dziecko może głośno płakać, ale one już zauważyły, że sinieje. Może być różowe, ale zamiast płakać cicho „postękuje” – czego nie słyszy szczęśliwa matka. Może być wszystko ok i 10 pkt przyznane w pierwszej minucie. Ale ułożone pod promiennikiem ciepła, dziecko z jakiegoś powodu „zaczyna się pogarszać”. One to wiedzą.
I wiedzą, że nie mogą go pozostawić bez obserwacji.
Drogi „Kozaczku”, nikt dla własnej przyjemności nie zabrał Twojego dziecka pod lampę grzewczą. Nie dla zlośliwości. Skoro Twoje dziecko leżało tam aż ponad 4 h. to znaczy, że coś działo się złego. Wymagającego obserwacji. Może miało tzw. „wysiłek oddechowy.” Może było zimne i wyczerpane. Zmęczone ciężkim porodem. Wymagające odśluzowania.
To cudowne, że złapało pierś od razu gdy do Ciebie trafiło. To znaczy, że jego stan już mu na to pozwolił.
Czy Twoje „groźby” oznaczają, że następnym razem, kiedy dziecko urodzi się w gorszym stanie, nie pozwolisz mu pomóc??
Kontakt skóra do skóry jest ważny! Ale NIE ZAWSZE jest priorytetem . Priorytetem jest STAN dziecka. Który może ulec zmianie z minuty na minutę. Nawet jeśli otrzymało pełne 10 pkt w każdej minucie. Priorytetem są obserwacje personelu, który za Twoje dziecko w pełni odpowiada.
I wreszcie dlaczego nie poprosiłaś o wcześniejsze otrzymanie dziecka, nie zapytałaś czym spowodowane było jego zatrzymanie? A może chodziło o Ciebie? Może straciłaś dużo krwi, może musiałaś być wyłyżeczkowana? Nikt wtedy nie da Ci w ramiona dziecka, z obawy o jego bezpieczeństwo.

Radzę pytać. Być nawet wścibskim. I więcej starać się zrozumieć…

Lubimy_e-czytac_16

* w cudzysłowie bo przecież czy noworodka, który ma 3 minuty, bardziej nie stresuje to, że mu  np. ciężko oddychać…?

Mocne słowa. Ale zachęcam do chwili refleksji.

Opinie

Opowiem dziś o jednej z niepisanych zasad, przez które filtruję sytuacje z jakimi często spotykam się na oddziale.

Z zasady nie dowierzam opowieściom pt.: „A mnie potraktowano tak….” *2349

To zwykle głęboko subiektywne przemyślenia. Nikt z nas słuchając drugiej osoby, nie jest
w stanie określić na ile jej opowieści o złym, czy dobrym traktowaniu są  prawdziwe.
A zazwyczaj są albo skrajnie złe, albo skrajnie fantastyczne. Podyktowane czyimiś uczuciami w danym momencie. Przestrzegam przed kierowaniem się stronniczymi opiniami innych, w decydujących dla nas sprawach.

Czyż nie lepiej zapytać  o konkrety?

Przykład?

Niezadowolona z opieki kobieta, na wszystkich forach minusuje oddział i jej pracowników.
Że nikt jej nie pomógł…sama została z dzieckiem… nie wiedziała czemu dziecko płacze… nie mogła wstać do karmienia… bolało… więcej tam rodzić nie będzie.
I to są w jakieś części na pewno fakty.

Tylko jak bliżej zapytać, jak zacząć wyciągać z niej więcej tych „faktów”,  to okazuje się, że KAŻDEGO dnia ktoś przychodził i pomagał w karmieniu. RANO przy obchodzie neonatologicznym, WIECZOREM przy położniczym, w NOCY zaglądał kiedy spała. Ale został tylko 20 min., a ona liczyła na więcej. Na panią tylko dla niej, na cały dzień. Bo jak pani poszła sobie, to przestało wychodzić to karmienie. Kazała ćwiczyć, próbować. Mądra taka. Że sama z dzieckiem. Fakt wszystkie matki same… ale ona liczyła, że jej zabiorą panie na noc na oddział noworodkowy dziecko, a one stwierdziły, że zrobić tego nie mogą. Nawet próbowały się tłumaczyć, że w sali 5 m na 5, stoi już 8 wózeczków dziecięcych, z dziećmi do obserwacji i tych po cięciach cesarskich. I duży inkubator z niewydolnym oddechowo i jeszcze jeden taki otwarty
z chłopcem z chorym sercem. I one nawet przejść nie mają jak, o robocie nie wspominając. Więc nie wezmą. Nawet brać nie mogą. W szczególnych przypadkach tylko. Więc wróciła na sale zrezygnowana. Zadzwoniła do męża, też jej nie rozumiał. Powiedział, że jutro pogada z nimi. Cały oddział przetrzepie. Już on ich nauczy! Ale ona chciała DZIŚ się przespać. Bo nie spała od 3 dób. Już dobę przed porodem miała bezsenną… Więc wyjęła dziecko z wózeczka przytuliła i się rozpłakała. A maluch co słodko spał, też zaczął płakać, zanosić się wręcz tym płaczem. I ona już w ogóle straciła orientację, przecież spał, jeszcze chwilę temu… podkarmiony, pielucha zmieniona, wcale jakiś nie obolały po porodzie, żółtaczki nie ma, więc czemu…? Nikt nawet nie zajrzał na ten płacz donośny dziecka. JEDNA tylko przyszła i zapytała co tak płacze? Powiedziała, że nie wie. Nie studiowała położnictwa. To ona wiedzieć powinna. Przewinięte, nakarmione, wyprzytulane jest. Więc może chore? Ta tylko się skrzywiła, poważną minę przyjęła i wzięła je
w swe biało – fartuchowe ramiona i coś mówić do dziecka zaczęła. Spokojnym głosem aż
i matka oczy szeroko otworzyła, bo dziecko płakać w mig przestało. Potem ona powiedziała, że to z matki nerwów tak płakało, z niewyschniętych jeszcze łez. Że odczuwa na tym etapie emocje, takie same jak matka. Kazała zaparzyć sobie melisy. Co za tupet! Sugerowała nawet „baby blues”, czy inną depresję poporodową. I poszła sobie. A ona za dwie godz. znów musi karmić,
a tak boli ją wszystko. BYŁA taka jedna co prawda z lekiem PRZECIWBÓLOWYM. Żeby wziąć, bo to szczególny czas i trzeba sobie jakoś pomóc. By móc sprostać opiece nad dzieckiem. Ale ona żadnych leków nie będzie brała! Wcześniej nie brała, tylko dietą się ratowała to i teraz da sobie radę. Tylko mógłby ten ból nie być tak dotkliwy i ta noc taka bardziej przespana. I szpital inny. Nigdy więcej państwowy. A taki dobry miał być. Kliniczny. Następnym razem wykupi prywatny pakiet. Za 6 tys.I będzie miała swoją panią. Od wszystkiego. I będzie spać w nocy. Teraz lekarz nawet jej sugerował, że można taką pomoc wykupić, szpital ma w swojej ofercie. Tak jak do porodu, tylko do dziecka. Ale jak to? Ona ma płacić za to co jej się należy? Niedoczekanie. Od tego tu są. Te „panie”. Te położne. Ona w każdym razie nie poleca tego szpitala.

I dalej może taki tekst na forum, do przyjaciół, na ulicy: …oddział sam w sobie ładny, sale odświeżone, nie za małe, kolory przyjemne. Sam poród wspaniale przebiegł, pani wykupiona do porodu radę dała. O dziwo to ona wszystko robiła. Nie lekarz. Ten się pojawił na 1 minutę 20 sekund by pogratulować. Ale potem to już koszmar. Nikt się nie interesował. A najgorsze były te
z noworodków. Te laktacyjne.

nikt jej nie pomógł…sama została z dzieckiem… nie wiedziała czemu dziecko płacze… nie mogła wstać do karmienia…bolało… więcej tam rodzić nie będzie…

 

* nie dowierzam nie tylko w odniesieniu do swojej pracy. Wiem, że w innych miejscach wygląda to podobnie.

A może by tak…

10553640_755620137808732_2096165170660619213_n

Ostatnie dni ciepłej jesieni.
Pochmurne poranki i słońce nieśmiało przebijające się przez gęste chmury. Wczesne wieczory. Piękne światło dnia. Lekki wiatr na twarzy i szeleszczące liście pod stopami. 

A może warto zatrzymać te chwile na dłużej…?
Wyciągnąć ciepłe swetry i letnie jeszcze sukienki. Dodać twarzy blasku jesiennym słońcem. Zarumienić policzki chłodnym wiatrem.

QBA studio” zaprasza wszystkich chętnych z Warszawy i okolic na sesje indywidualne, rodzinne, dziecięce. W plenerze, domu, wybranym miejscu.

może i ja się załapię?

zbieram-zniwo-klamliwych-54777_la

Ania

zbieram-zniwo-klamliwych-54777_la

Z pochodzenia gdynianka. Córka oficera marynarki wojennej oraz kucharki. Mama Oliwki  Szymka i Janka. Aktorka większego  i mniejszego kina. Lubiana. Wzbudzająca sympatie. Uwielbiana za swoją kreację Marylki w Złotopolskich. Moja babcia za nią przepadała. Kiedy czasem trafiła w tv na piękną kobietę pytała: – Czy to Marylka? Może gdzieś tam w innym wymiarze dane im będzie się spotkać? Niezmiennie strzegąca swojej prywatności.
Piękna matka, żona i kobieta. 

Anna Przybylska

Wyrazy najszczerszego współczucia dla rodziny i przyjaciół Ani. 

124430a

Szkic.